25 Wrocławskie Targi Dobrej Książki


Uwielbiamy, czekamy niecierpliwie, potem rozpływamy się z przyjemności oglądania. Targi odbywają się w Hali Stulecia i potrwają do niedzieli. W tym roku jest ponad sto trzydzieści stoisk. Większość z książkami, jednak są też gry planszowe, papier czerpany, zakładki do książek, pocztówki itp.

Tutaj można dowiedzieć się szczegółów na temat 25.WTDK.

A to nasze zdobycze.

Kilka katalogów…

… oraz książki.

Tytuł: Miś Uszatek [jubileuszowe wydanie]

Tekst: Czesław Janczarski

Ilustracje: Zbigniew Rychlicki

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia, Warszawa 2016

 

Tytuł: Co kryje las

Tekst: Mireia Trius

Tłumaczenie: Monika Lutz

Ilustracje: Aina Bestard

Wydawnictwo: Tatarak, Warszawa 2016

Tytuł: O Janku co psom szył buty

Tekst: Juliusz Słowacki

Ilustracje: Jan Marcin Szancer

Wydawnictwo: Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1982

Tytuł: Przechodnie

Tekst: Juliusz Wasilewski

Ilustracje: Bogusław Orliński

Wydawnictwo: Wydawnictwa Komunikacji i Łączności, Warszawa 1986

Tytuł: Zabawny ptaszek

Tekst oraz ilustracje: Jennifer Yerkes

Tłumaczenie: Anna Nowacka-Devillard

Wydawnictwo: Widnokrąg, Piaseczno 2013

Tytuł: Pan Kuleczka 2017. Kalendarz z naklejkami

Tekst: Wojciech Widłak

Ilustracje: Elżbieta Wasiuczyńska

Wydawnictwo: Media Rodzina

Dwie kolejne książki wybrałam ze skrzyneczki z książkami do wymiany pod pergolą, koło Hali Stulecia.

Tytuł: Na początku

Tekst: Penny Frank

Tłumaczenie: Igor Barna

Ilustracje: Tony Morris

Wydawnictwo: Słowo Prawdy, 1990

Tytuł: O królewnie, która chciała jeździć koparką

Tekst: Janusz Wilczyński

Ilustracje: Monika Pollak

Wydawnictwo: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne dla dzieci, Sopot 2011

Wrocław z dziećmi. Muzeum Etnograficzne

Tagi


Muzeum Etnograficzne we Wrocławiu mieści się przy ul. Traugutta i w soboty wstęp jest za darmo. Jest małe, ale ma ciekawe eksponaty. Nareszcie dzieci mogły zobaczyć, jak wyglądał warsztat bednarza, wnętrze domu z epoki, stroje, do czego służyło wrzeciono, warsztat tkacki i kijanka oraz pooglądać na żywo cep zamiast, jak do tej pory, tylko na obrazkach. Wystawa czasowa, poza mnóstwem nudnych dla dzieci opisów, miała wiele nagrań z filmami, dotyczących tradycyjnych tańców i śpiewów, które zachwyciły naszego czterolatka; dwulatkę zainteresowały, a to już coś!

Patchworkowa narzuta na łóżeczko dziecka


Pomysł miałam taki, by uszyć narzuty z dwóch lub trzech warstw tkaniny, pikowane i dużo większe niż materace. Wybrałam na prawą stronę tkaniny drukowane w kwadraty, taki niby patchwork, na lewą stronę tkaninę w liski a między te dwie warstwy owatę. Narzuty przepikowałam ręcznie muliną.

A tu jedna z ulubionych zabaw – domek z łóżeczka, a w środku wszystkie miękkie zabawki. Za każdym razem długo trwają negocjacje i perswazje, by w domku nie było drewnianych klocków.

Wrocław z dziećmi


Od dziś co jakiś czas będę pokazywała Wam, gdzie chodzimy z dziećmi. Ponieważ bez nich niemal nie ruszamy się z domu, szukamy miejsc atrakcyjnych również dla małych ludzi.

Wrocław pod tym względem dysponuje sporym wachlarzem możliwości. Poza stałymi miejscami, które można odwiedzać przez cały rok, warto szukać też czasowych ofert.

Na początku lipca odwiedziliśmy wystawę, która była aktywna tylko przez dwa tygodnie. Oglądaliśmy z zainteresowaniem prezentowane prace, tym bardziej, że nikt nie widział problemu w dotykaniu ich, co dzieciom bardzo się podobało. Mnie bardzo przypadły do gustu lamperie na korytarzu, ściana z półeczkami, na których stały posklejane plastikowe elementy pomalowane sprejem oraz kilka obrazów. Świetna była też wystawa w witrynie sklepowej, cała z… niebieskich bezów! Teraz już wystawy nie ma, a szkoda.

Kiedy zawędrujecie na wrocławski rynek, to polecam dwa miejsca. Znajdują się przy ulicy Świdnickiej, obydwa po lewej stronie idąc od rynku. Pierwsze tuż przed przejściem podziemnym pod ulicą Kazimierza Wielkiego, drugie miejsce jakieś trzydzieści kroków za przejściem. Pierwsze to Bar Barbara, gdzie można odsapnąć, poczytać, skorzystać z neta, coś przekąsić, wrzucić dzieci na drewnianą konstrukcję i pozwolić im się wyszaleć, zrobić sobie zdjęcie za darmo oraz skorzystać z ubikacji, też za darmo. Drugie miejsce to Stara Pączkarnia i jak mówi nazwa, kupicie tam pączki. Świeżutkie, pieczone przy Was, jeszcze ciepłe, wielkie i z niezwykłymi nadzieniami, rozpływające się w ustach pączki.

Moje marzenie


Kiedy wiele lat temu wybierałam kierunek studiów byłam pewna, że chcę uczyć. Wybrałam studia dwustopniowe, czyli po trzech latach obrona tytułu licencjata, po kolejnych dwóch tytułu magistra. Myślałam, że po licencjacie wyjdę za mąż i będę nauczycielką w klasach 1-3. Jak bardzo się myliłam!

Żaden z moich planów się nie spełnił. I dobrze, bo źle bym na tym wyszła. Bóg dobrze znał moje możliwości, pragnienia, potrzeby i obowiązki. Ciągle jestem niecierpliwa i zapominalska, ale nauczyłam się Mu ufać. Staram się nie mieć planów, tylko marzenia.

Mam dwa talenty: łatwość w nauczaniu dzieci i artystyczny. Przed laty wybrałam ten pierwszy, by mi służył do zarabiania na życie, dziś już nie mam do tego serca. Zniechęca mnie przede wszystkim zdominowane przez kobiety grono pedagogiczne ale też wiele drobnostek, przez które nauczanie zamienia się w odhaczanie punktów programu.

Marzenie mam takie, by robić drewniane zabawki. Potrzebna jest do tego wyrzynarka włosowa i kilka innych przydatnych narzędzi. Dla niewtajemniczonych umieszczam filmiki instruktażowe.

Spójrzcie, jakie niezwykłe rzeczy można tym prostym urządzeniem zrobić!

źródło zdjęć: Pinterest

Wakacyjne zdobycze książkowe


Plany na wakacje były. Były i się zmyły. Tak to czasem bywa. Po dwóch dniach pobytu nad morzem musieliśmy wracać, choróbsko nas wygoniło.

W ramach rekompensaty obłowiliśmy się w książki (nawiasem mówiąc, na tym odbijanie wyjazdu się nie zakończyło, ale to innym razem). Wczoraj zrobiliśmy z naszą biblioteką niemal ostateczny porządek, pozostaje jeszcze exlibris do zrobienia i odbicia. Książki są posegregowane i spisane, a regały wreszcie stoją razem.

Niniejszym wakacje uważam za zamknięte.

Nowości na półce z zabawkami


Drewniane figurki kupiliśmy w markecie. Krzesełka do budowania piramidki, śrubki i elementy do skręcania oraz puszki – pod Młynem, po pięć złotych za każdą rzecz. Kuchenkę wypatrzył mąż w markecie, ostatnią, przecenioną na czterdzieści dwa złote. Garnki to zbieranina z przeróżnych zestawów. Drewniane puzzle podarowała babcia.

Kwiaty doniczkowe


Dawno nie pisałam o kwiatach, a przecież w naszym domu jest ich sporo. Właściwie dla mnie mieszkanie zaczyna być domem dopiero wtedy, gdy na ścianach zawisną ulubione fotografie lub grafiki, na półkach rozsiądą się wygodnie bibeloty, a na parapetach kwiaty. Bez tego mieszkanie to tylko pusta skorupa, w której z konieczności spędzamy czas między pracą.

Im jestem starsza, tym bardziej poszerza się grono moich kwiatowych ulubieńców.

Na początku królowały sukulenty, każdy inny kwiat był niemile widziany. Zdarzało się jednak, że uszczknęłam komuś szczepkę a ona u mnie rozrastała się bujnie i przyzwyczajałam się do niej. Z czasem polubiłam prawie wszystkie kwiaty. Z każdym, który mam u siebie związana jest inna, bliska mi historia.

1. Od lewej: wilczomlecz trójżebrowy, kupiłam go na wrocławskim targu pod młynem, razem z nim w doniczce była maciupka szczepka żyworódki; w różowej doniczce to bromelia tilandsja anita, przedwczoraj zakwitła (a ja myślałam, że ta różowa łopatka to kwiat!); paprotka nie wiem jaka, którą dostałam od życzliwej osoby z naszego zboru; ostatni to skrętnik, który jeszcze nie kwitnął, dostałam jeden liść od mamy i tak ładnie się rozrósł.

2. Po lewej to skrzydłokwiat wyrośnięty ze szczepki uszczkniętej z kwiatu stojącego na parapecie przy oknie klatki schodowej. Po prawej orchidea, którą dostałam od mamy z okazji wręczenia dyplomu magisterskiego.

3. Hoja (tylko jaka?), ze szczepki od mamy, która u mnie wąsy puszcza długie, ale kwitnąć nie chce.

4. Bluszcz, ta odmiana to cissus rombolistny. Długo nie chciał rosnąć, nawet nosiłam się z zamiarem wywalenia kwiatka, ale ciągle było mi szkoda i miałam nadzieję, że wreszcie zacznie rosnąć. Przy jednej z przeprowadzek połamałam go i to pomogło. Ruszył z kopyta i teraz zaczyna mi brakować na niego miejsca.

5. Starzec Rowleya (Senecio rowleyanus). Hmm… ten teges… gwizdnęłam tę szczepkę. Bez pozwolenia. Ale potem oddałam!

6. Sansevieria victoria, wyrośnięty ze szczepki z tego samego parapetu, co skrzydłokwiat.

7. Sansevieria fernwood musica. Bardzo chciałam ją mieć, bo podobało mnie się, że rośnie prosto w górę. Potem okazało się, że to tylko taki chwyt marketingowy. To tylko wetknięte w ziemię nieukorzenione proste odnogi sansewierii. U mnie jedna się nie przyjęła, a reszta puściła szczepki od korzeni.

8. Po lewej to żyworódka pierzasta, którą dostałam razem z wilczomleczem; nie znam nazw dwóch pozostałych kwiatów. Tego na dole znalazłam na chodniku pod blokiem, mocno już zwiędniętego. Ten po prawej kupiłam kiedyś w markecie.

9. Młode szczepki żyworódki.

10. Kaktusy zakupione w IKEA. Po lewej to opuncja drobnociernista (opuntia microdasys), pozostałych dwóch nie znam.

11. A to mój upragniony pieniążek, czyli pilea peperomioides. Bardzo trudno ją kupić. Nie znalazłam jej w żadnym ze sklepów, dostałam ją od pani z forum kwiatowego na fb.

12. Szczepki pitaji, wysiałam je z nasion wydłubanych z owocu.

13. Nasiona kumkwatu, czyli chińskiej pomarańczy; zaczynają puszczać korzenie.

14. Szczepki grudnika, patyczaka (rhipsalis cassutha) i nieznanego mi kwiatka.

15. To mój pierwszy sukulent, tzw. uszy shreka, czyli crassula hobbit. Kupiłam malutkiego, a kiedy się rozrósł okazało się, że to trzy osobne drzewka. Niedawno je przycięłam i cztery ukorzenione spore szczepki czekają na okazję, żeby je komuś oddać. Szkoda mi wyrzucić je na śmietnik.

16. Rhipsalis pilocarpa, kupiona… ano właśnie, gdzie ja ją kupiłam? Chyba w Książu…

17. Cztery nieznane mi kaktusy kupione przez męża na czwartą rocznicę ślubu.

18. Tego również nie znam. Był potwornie pokiereszowany, ale uratowałam go dzięki wiedzy zaczerpniętej z forum ogrodniczego.

19. U góry jaktus, którego nazwy nie znam. Dwa pozostałe to wilczomlecze: po lewej wilczomlecz opasły, po prawej wilczomlecz pentagona.

20. A to wielka zagadka. Nie znam nazwy, przez kilka lat nie chciał rosnąć, aż spadł z parapetu. Połamał się i wreszcie ruszył. Jest bardzo kłujący i bardzo delikatny.

21. A tu kawalątek balkonu, nasturcje i drżączka.

Targi Książki dla Dzieci i Młodzieży DOBRE STRONY


Od 4 do 5 czerwca we Wrocławiu odbywają się VII Targi Książki dla Dzieci i Młodzieży DOBRE STRONY. Byliśmy tam, paśliśmy oczy pięknymi ilustracjami, tylko szkoda, że targi były mniejsze niż w zeszłym roku.

Wróciliśmy z kilkoma zdobyczami i miłymi wspomnieniami.

Naszym odkryciem jest „Mapa przyszłości”. Przy stoisku wydawnictwa Nasza Księgarnia, schowany między książkami, siedział sobie skromnie autor tej książeczki i rysował. Podeszliśmy, zagailiśmy, no i mamy autograf. Dla Antosia i Janeczki właściwie. Pan Tomasz Minkiewicz narysował nawet nasze dzieci, a obok sowę, którą Antoś nosił przy sobie w postaci breloczka oraz rower. Bo Antoś wczoraj nauczył się jeździć na rowerze, po zaledwie trzech dniach nauki! Pedałuje, cieszy się i woła: Dziękuję ci dziadku Lysiu! Dziadek Lysiu, to dziadek Rysiu, którego Antoś uwielbia, między innymi za rowerek. Ale też za czas, który mu dziadzio poświęca. Tak więc teraz Antoś wszystkim się chwali, że umie jeździć i że „lowelek jest nowy od dziadka Lysia”. Pan Minkiewicz nie miał wyjścia, MUSIAŁ  w dedykacji dorysować ów rowerek. I koniecznie z kijem, jak zaznaczył Antoś. Panu Tomaszowi Minkiewiczowi serdecznie dziękujemy za miłą pamiątkę.

W takich targach świetne jest to, że każdą książkę można oglądnąć, przeczytać i porozmawiać o niej ze sprzedawcą.

A teraz zapraszam do oglądania.

Autor: Tomasz Minkiewicz

Tytuł: Mapa przyszłości

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia, Warszawa 2016

Nie zabraliśmy aparatu, ale TUTAJ mąż wypatrzył zdjęcia, na których autor opowiada nam o ilustracjach oraz podpisuje książkę dla nas i rysuje sowę.

Autor: Paweł Kłudkiewicz

Tytuł: Roboty

Wydawnictwo: Babaryba, 2016

Autor: Aleksandra i Daniel Mizielińscy

Tytuł: Dawno temu w Mamoko

Wydawnictwo: Dwie Siostry, Warszawa 2011

Autor: Juan Arjona Lluïsot

Tytuł: Antonino w walce z czasem

Wydawnictwo: Tako, Toruń 2013

Autor: Robert Romanowicz

Tytuł: Zwierzęta

Wydawnictwo: Tashka, Warszawa 2015

Autor: Paulina Mager oraz Marta Miniewicz

Tytuł: Legendy Wrocławskie. Stare Miasto

Wydawnictwo: Kołowrocek, Wrocław 2009

Autor: Katja Niklas oraz Paulina Mager

Tytuł: Legendy Wrocławskie. Ostrów Tumski

Wydawnictwo: Kołowrocek, Wrocław 2010

Dostaliśmy też trzy egzemplarze książeczki „A to moja bajka właśnie…”, która jest zbiorem opowiadań napisanych przez dzieci. Jedno jest dla nas, dwa do rozdania. Jeśli ktoś z Was ma ochotę na tę książeczkę, proszę skontaktować się ze mną mailowo.

Mapa Wrocławia inna niż wszystkie


Sześć lat temu kupiłam w Cepelii mapę fragmentu Wrocławia. Wisiała w korytarzu sklepu i było ją widać przez oszklone drzwi. Zachwyciłam się nią, zamówiłam i długo czekałam na kopię. Wreszcie powiesiłam ją u mnie na ścianie i wisiała tam aż do przeprowadzki. Potem zwinęłam ją w rulon dla ochrony, przeniosłam graty do nowego domu i całkiem o niej zapomniałam. Przeleżała w szafie ze dwa lata, aż doczekała się!

Wisi teraz nad sofą i oprócz ozdoby, służy do nauki. Jeździmy palcem po uliczkach i parkach. Aż żal, że autor nie narysował całego Wrocławia w częściach.

Nietrafione książki


Czasem kupuję książki nieprzemyślane, po szybkim przeglądnięciu, właściwie to po ledwie pobieżnym zerknięciu do środka. Sama nie wiem, czym się sugeruję robiąc taki zakup. Ceną, że tanio? Może autorem, że poczytny?

W ten sposób pośród mądrych, pięknych książek trafiają się szkarady, które straszą ilustracjami w mniejszym bądź większym stopniu, ale jednak zawsze straszą.

Poniżej dwie z takich „perełek”. Zerknęłam na autorów wierszy, potem na cenę, następnie na ilustracje na początku i końcu książki. Były przyjemne, więc kupiłam. W domu oglądnęłam również środek…

Rozumiem, że takie teraz czasy, że ilustratorzy używają programów graficznych, ale niechże one będą narzędziem służącym do polepszenia jakości ilustracji. Nie lubię, kiedy artyście się nie chce. Za takie ilustracje to ja nie podziękuję.

Tu ładne, ręcznie rysowane i komputerowo „podrasowane” ilustracje. Mogą być.

A w środku jakieś nieporozumienie.

Drugi nietrafiony zakup. Ilustracje i tu sprawdzone tylko na początku i końcu, są niczego sobie.

W środku kompletna kaszana! Najwyraźniej autor zatrzymał się w artystycznym rozwoju na animacjach disnejowskich w wykonaniu piątoklasisty.

Proszę przyjrzeć się tym dwóm twarzom. Że też jeszcze ktoś drukuje paskudztwa, które widać na drugiej ilustracji.

Cóż, czytamy tylko te wiersze, które mają ładne obrazki. No i teraz dokładnie oglądam książki zanim je kupię.