Mapa Wrocławia inna niż wszystkie


Sześć lat temu kupiłam w Cepelii mapę fragmentu Wrocławia. Wisiała w korytarzu sklepu i było ją widać przez oszklone drzwi. Zachwyciłam się nią, zamówiłam i długo czekałam na kopię. Wreszcie powiesiłam ją u mnie na ścianie i wisiała tam aż do przeprowadzki. Potem zwinęłam ją w rulon dla ochrony, przeniosłam graty do nowego domu i całkiem o niej zapomniałam. Przeleżała w szafie ze dwa lata, aż doczekała się!

Wisi teraz nad sofą i oprócz ozdoby, służy do nauki. Jeździmy palcem po uliczkach i parkach. Aż żal, że autor nie narysował całego Wrocławia w częściach.

Nietrafione książki


Czasem kupuję książki nieprzemyślane, po szybkim przeglądnięciu, właściwie to po ledwie pobieżnym zerknięciu do środka. Sama nie wiem, czym się sugeruję robiąc taki zakup. Ceną, że tanio? Może autorem, że poczytny?

W ten sposób pośród mądrych, pięknych książek trafiają się szkarady, które straszą ilustracjami w mniejszym bądź większym stopniu, ale jednak zawsze straszą.

Poniżej dwie z takich „perełek”. Zerknęłam na autorów wierszy, potem na cenę, następnie na ilustracje na początku i końcu książki. Były przyjemne, więc kupiłam. W domu oglądnęłam również środek…

Rozumiem, że takie teraz czasy, że ilustratorzy używają programów graficznych, ale niechże one będą narzędziem służącym do polepszenia jakości ilustracji. Nie lubię, kiedy artyście się nie chce. Za takie ilustracje to ja nie podziękuję.

Tu ładne, ręcznie rysowane i komputerowo „podrasowane” ilustracje. Mogą być.

A w środku jakieś nieporozumienie.

Drugi nietrafiony zakup. Ilustracje i tu sprawdzone tylko na początku i końcu, są niczego sobie.

W środku kompletna kaszana! Najwyraźniej autor zatrzymał się w artystycznym rozwoju na animacjach disnejowskich w wykonaniu piątoklasisty.

Proszę przyjrzeć się tym dwóm twarzom. Że też jeszcze ktoś drukuje paskudztwa, które widać na drugiej ilustracji.

Cóż, czytamy tylko te wiersze, które mają ładne obrazki. No i teraz dokładnie oglądam książki zanim je kupię.

5 książek z mojego dzieciństwa


Tytuł: O Janku wędrowniczku

Tekst: Maria Konopnicka

Ilustracje: Bogdan Zieleniec

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia, Warszawa 1983

Niżej kilka książek z naszej osiedlowej wymiany książkowej:

Tytuł: Ania i Ewa i Marian i Rusak i Tatry, no i Dżo

Tekst: Mira Michałowska

Ilustracje: Janusz Stanny

Wydawnictwo: Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1982

Tytuł: Latarnie polskiego wybrzeża

Tekst: Jerzy Ringer

Ilustracje: Andrzej Heidrich

Wydawnictwo: Biuro Wydawnicze „Ruch”, Warszawa 1972

Tytuł: Reksio i Pucek

Tekst: Jan Grabowski

Ilustracje: Wiesław Wojczulanis

Wydawnictwo: Pojezierze, Olsztyn-Białystok 1982

Tytuł: Sapcio i Pucio ze Stromego Brzegu

Tekst: Maria Kowalewska

Ilustracje: Wiktor Sadowski

Wydawnictwo: Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1984

Książki z domowej biblioteczki


Lubię kupować książki. Lubię trafiać na wyjątkową promocję i obłowić się w książki ulubionych autorów. Lubię czekać długo i marzyć o pojedynczym egzemplarzu, a po kilku miesiącach czy latach wreszcie go kupić. Lubię odnajdywać książki z dziecięcych lat. Lubię naprawiać książki. Lubię widok książek na półce. Lubię czytać po kilka (naście) razy niektóre książki. Lubię ciekawe wydania książek. Lubię zaginać rogi w książkach.

Przede wszystkim lubię czytać.

Playmobil i Playmobil 1.2.3.

Tagi

,


Wóz strażacki ma mnóstwo elementów, jest tak zaopatrzony, że od wczoraj miotam się po domu w poszukiwaniu kanistra, szczotki, gaśnicy lub krótkofalówki i zwijam węże i liny. Antek bawi się nim z niewielkimi przerwami na jedzenie i spanie. Janka dostała traktor z panią ogrodniczką, bezpieczny dla małych dzieci, bo bez odczepianych atrakcji. O dziwo, wcale nie jest zazdrosna o auto brata, które przecież wyje i świeci.

Playmobil ma teraz świetną promocję, za każde dwadzieścia złotych wydane na ich zabawki dostaje się ludzika za darmo. W ten sposób nasza kolekcja powiększyła się o dwanaście gratisowych ludków. Wszystkie drobne elementy pochowaliśmy do woreczków strunowych, żeby Janeczka mogła się bawić figurkami razem z Antosiem.

Dziadkom dziękujemy za te przyjemności.

A tu proszę, filmik prezentujący możliwości wozu strażackiego.

Komiksy Tadeusza Baranowskiego


Urodziłam się, kiedy w Polsce trwał stan wojenny. Wprawdzie skończył się niedługo po moich narodzinach, ale pierwsze lata mojego dzieciństwa przypadły na czasy komuny. Niewiele mam wspomnień z tego okresu, najczęściej słucham opowieści poprzednich pokoleń. Moje wspomnienia dotyczą jedynie moich osobistych doświadczeń, nie byłam świadoma zdarzeń zachodzących w kraju.

Pamiętam Koukou Roukou, gumy balonowe, wodę sodową, zabawki sprowadzane z Rosji, drewniane piórniki, sztywne teczki szkolne, gumę arabską, zeszyty z niebieską okładką. Pamiętam, że gumę żuło się przez tydzień i dzieliło się nią z koleżankami. Nikomu nie przeszkadzało, że jest wyżuta i z buzi. Na trzepaku robiło się „jaskółkę”, a na drzewie bazę. Niemal wszystkie dzieci były tak samo ubrane, bawiły się tymi samymi zabawkami, wieczorem oglądały jedną, taką samą bajkę i czytywały te same książki z identycznymi ilustracjami.

Po upadku komuny nie od razu przyszło nowe, jednak powoli też do dzieci docierały niezwykłe cuda: Hubba Bubba, lalki Barbie, piórniki na zamek, kolorowe ubrania na co dzień, komiksy z Kaczorem Donaldem.

Ano właśnie, komiksy! Była to miła alternatywa dla książek, choć i tu było ubogo. Był „Kajtek i Koko” oraz „Kajko i Kokosz”, była seria komiksów o przygodach Jonki, Jonka i Kleksa, Tytusa, Romka i A’Tomka oraz Thorgala. Były też komiksy Baranowskiego. Wielowarstwowe, bo nie tylko dla dzieci, zupełnie różne od pozostałych, łamiące stereotypy. Kiedy byłam dzieckiem, mogłam jedynie wypożyczać je z biblioteki, która miała aż… trzy egzemplarze tychże. Poplamione, wertowane setki razy wyglądały jak wymięta i wykręcona ścierka, a jednak trzeba było zapisywać się po nie w kolejkę.

Niecały rok temu znalazłam sprzedawcę, który poza dwoma tytułami, miał wszystkie komiksy Baranowskiego. Szybciutko je capnęłam.

Autor: Tadeusz Baranowski

Tytuł: Ecie-Pecie o wszechświecie, wynalazku i komecie (wyd. Story, 1990, t.1 i t.2), Podróż smokiem Diplodokiem (Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1986, wyd.1), To doprawdy kiepska sprawa, kiedy bestia się pojawia (wyd. Rok, Warszawa 1992, wyd.1), Na co dybie w wielorybie czubek nosa eskimosa (Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1984, wyd.2), Skąd się bierze woda sodowa (wyd. Omnibus, 1989), Jak ciotka Fru-Bęc uratowała świat od zagłady (wyd. Akapit, Warszawa 1989, wyd.1), Historia wyssana z sopla lodu (scenariusz Jean Dufaux, wyd. Unipress, Lublin 1991, wyd. 1), Przepraszam, remanent (wyd. Bea, Sopot 1990), Przygody Sherlocka Bombla ( wyd. Interpress, 1984)

Przewodnik Collinsa. Drzewa


Przewodnik ma 464 strony, twardą okładkę i wygodny format. Nie ma ani jednego zdjęcia, zamiast nich są przepiękne ilustracje, niezwykle dokładne. To bardzo istotna różnica, bo zdjęcia pokazują cechy charakterystyczne pojedynczego przedstawiciela gatunku, a ilustracja ukazuje cechy charakterystyczne dla całego gatunku.

Tytuł: Przewodnik Collinsa. Drzewa

Tekst: Owen Johnson

Ilustracje: David More

Przekład: Iwona Kołodziejska-Degórska, Dorota Panufnik-Mędrzycka, Stefan Tarasiuk, Marcin Zych

Wydawnictwo: MULTICO, Warszawa 2014

Nowości w biblioteczce


Tytuł: Poczytaj mi mamo. Księga trzecia: Sąsiedzi, Boję się…, Warszawskim statkiem, Wyładunek z przeszkodami, Muzyka na krzywej wieży, Kapeć, O gadającym zegarze i maszynie do pisania wierszy, Katar żyrafy, Kameleon, Przepraszam, smoku

Tekst: Katarzyna Kruszewska i Marek Stypiński, Małgorzata Musierowicz, Małgorzata Kubiak-Śniechowska i Leopold Ciborowski, Maciej Jakubowski, Małgorzata Majewska-Woźniak, Stanisława Domagalska, Sławomir Grabowski i Marek Nejman, Ryszard Marek Groński, Ryszard Marek Groński, Małgorzata Majewska-Woźniak

Ilustracje: Janina Krzemińska, Wanda Orlińska, Tomasz Borowski, Danuta Przymanowska-Boniuk, Bożena Truchanowska, Edward Lutczyn, Maria Uszacka-Godlewska, Maria Uszacka-Godlewska, Tomasz Borowski, Maria Uszacka-Godlewska

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia, Warszawa 2012

Tytuł: Poczytaj mi mamo. Księga pierwsza: Daktyle, Noc kota Filemona, Niebieska dziewczynka, Kolczatek, Wilczy apetyt, Chcę mieć przyjaciela, Cień pradziadka, Przygoda na balkonie, Agnieszka opowiada bajkę, Zaczarowana fontanna

Autor: Natalia Usenko i Oleg Usenko, Sławomir Grabowski i Marek Nejman, Beata Wilczyńska i Joanna Zawadzka, Paweł Bechler, Sławomir Grabowski i Marek Nejman, Natalia Usenko i Oleg Usenko, Sławomir Grabowski i Marek Nejman, Paweł Bechler, Joanna Papuzińska, Paweł Bechler

Ilustracje: Edward Lutczyn, Julitta Karwowska, Zdzisław Witwicki, Danuta Przymanowska-Boniuk, Julitta Karwowska, Halina Rychlicka i Andrzej Rychlicki, Julitta Karwowska, Mieczysław Maciej Gabryś i Mieczysław Marcin Gabryś, Anna Stylo-Ginter, Elżbieta Gaudasińska

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia, Warszawa 2010

Tytuł: Obrazki dla maluchów. Przyroda

Tekst: Émilie Beaumont

Ilustracje: Sylvie Michelet

Przekład: Anna Boradyń-Bajkowska

Wydawnictwo: Olesiejuk 2015

Tytuł: Zielono mi!

Tekst: Agnieszka Frączek

Ilustracje: Ewa Poklewska-Koziełło

Wydawnictwo: Bis, Warszawa 2010

Tytuł: Obracanka. Liczby

Ilustracje: Anton Poitier

Wydawnictwo: Foksal, Warszawa 2015

Tytuł: Pod wodą. Pod ziemią

Tekstoraz ilustracje: Aleksandra i Daniel Mizielińscy

Wydawnictwo: Dwie Siostry, Warszawa 2015

 

Naprawa książek


Jakimi jesteście czytelnikami? Czym są dla Was książki?

Kto czyta książki ten wie, jak często potrafią się rozklejać. Wylatują potem całe rozdziały lub pojedyncze stroniczki i fruwają po całym mieszkaniu. Można je oczywiście przykleić na szybko taśmą klejącą. Jednak to rozwiązanie jest niezbyt trwałe i uniemożliwia zarazem powtórną naprawę.

Kiedy naprawiam swoje książki, wolę używać kleju. To rozwiązanie jest nie tylko skuteczniejsze, jest również bardziej estetyczne.

Pokażę Wam dzisiaj, jak to robię, być może ktoś zechce skorzystać.

  1. Smaruję wewnętrzną stronę okładki klejem wikol.

2. Przyklejam okładkę na większy kawałek papieru pamiętając, by zostawić wolną przestrzeń w miejscu, gdzie kiedyś był grzbiet. Odkładam na bok aż do wyschnięcia kleju.

3. Układam rozsypane strony.

4. Prostuję zagięte rogi.

5. Uporządkowane środek książki wkładam między dwie  nieduże płytki drewniane, tak by grzbiet wystawał na ok. 1 cm. Montuję zaciski.

6. Smaruję grzbiet klejem wikol.

7. Przyklejam kawałek tkaniny, który musi wystawać na boki na ok. 5 cm, a od góry i dołu na ok. 2 cm. Delikatnie przyklepuję tkaninę, by klej rozgrzał się od ręki i wniknął we włókna tkaniny.

8. Zaginam do środka nadmiar tkaniny u dołu i góry. Układam środek książki na okładce.

9. Smaruję całą wewnętrzną część okładki oraz fragment karty tytułowej tak jednak, by nie przysłonić liter.

10. Wycięty kawałek papieru przyklejam w posmarowane klejem miejsce. Punkt 9. i 10. powtarzam z drugiej strony okładki.

11. Wzmacniam grzbiet smarując go dodatkową warstwą kleju.

A tak robią to profesjonaliści.

Drewniane zoo


Zwierzątka mają ruchome nóżki i można je wyginać. Uszka, szyje i części ogonków zrobione są z cieniutkiej tkaniny, miękkiej i aksamitnej w dotyku. Czasem ogonki są zrobione ze sznureczków.

Zwierzątka to: jeleń, hipopotam, nosorożec, lama, owca, osioł, krowa, słoń, goryl, koń, baran, wielbłąd, żyrafa, koza, niedźwiedź, tygrys, byk, struś, krokodyl, zebra, panda, kangur, lew, świnia.

Drewniana Arka Noego


Dawno temu umyśliłam sobie, żeby sprawić synkowi arkę Noego, taką ze zwierzątkami i ludzikami, wierną pierwowzorowi, koniecznie drewnianą. Przeglądałam oferty sklepów, dzwoniłam do stolarzy i snycerzy, pisałam na forach o tej tematyce. Po długim poszukiwaniu znalazłam Pana, który zdecydował się wykonać zabawkę wg mojego projektu, za, bagatela, przeszło dwa tysiące. Choć znam wartość rękodzieła, to nawet połowa tej kwoty to za wysoka cena, jak na nasze portfele.

Poza tym słyszałam jedynie, że to dziwny, niespotykany lub ewentualnie ciekawy pomysł, którego nikt się nie podejmie. W sklepach w Polsce Arki Noego to infantylne parodie oryginału. Pozostało mi wzdychanie do cudeniek ze stron zagranicznych.

Chyba, że… no chyba, że powiedzie się mój niepewny, szalony plan, wtedy sama zrobię Arkę, a co!

A teraz chcę Wam pokazać kilka ślicznych prac.

https://pl.pinterest.com/pin/516014069785387638/

https://pl.pinterest.com/pin/456059899737548290/

https://pl.pinterest.com/pin/355010383098346036/

https://pl.pinterest.com/pin/213569207305534362/

https://pl.pinterest.com/pin/567101778058336014/

https://pl.pinterest.com/pin/284782376413371537/

https://pl.pinterest.com/pin/216735800795748341/

https://pl.pinterest.com/pin/220957925445566335/

https://pl.pinterest.com/pin/523262050426488416/

https://pl.pinterest.com/pin/525936062703666642/

https://pl.pinterest.com/pin/549087379540793382/

https://pl.pinterest.com/pin/16114511141521460/

https://pl.pinterest.com/pin/493355334157186374/

Te piękne prace to oczywiście bardzo luźne podejście do tematu, rzeczywista arka wygląda inaczej. Dla dociekliwych umieszczam wyjątek z I Księgi Mojżeszowej, 6 rozdziału:

„Zbuduj sobie arkę z drzewa żywicznego. Zrób komory w arce, i powlecz ją wewnątrz i zewnątrz smołą. A zrobisz ją tak: Długość arki niech wynosi trzysta łokci, szerokość jej pięćdziesiąt łokci, a wysokość jej trzydzieści łokci. Zrobisz w arce okno i zakończysz je na łokieć od góry. Z boku arki umieścisz drzwi. Uczynisz w niej dolne, wyższe i najwyższe komory.” – Biblia, nowy przekład z języków hebrajskiego i greckiego, BiZTB, Warszawa.

Ale  jak wyglądała arka? Dziś wielu ludzi stara się zwizualizować biblijne opisy arki.

https://pl.pinterest.com/pin/349873464773706017/

http://www.ancient-code.com/the-mysterious-descriptions-of-noahs-ark/

https://answersingenesis.org/the-flood/global/was-there-really-a-noahs-ark-flood/

No i na koniec absolutnie najpiękniejsza drewniana arka Noego. Nie dość, że autor zadbał o podobieństwo łodzi, to w arce umieścił prawidłową ilość ludzi, czyli ósemkę (Noe, jego żona, trzech synów i ich żony), a nie jak w innych jedynie dwójkę:

Zdjęcia tej arki możecie znaleźć TU.

Klocki z plastrów drewna


Przytargane z lasu gałęzie, pocięte, szlifowane i fazowane, służą dzieciom jako naturalne klocki. Czy to nie jest coś? Owszem, to jest coś. Niezwykłe nawet coś.

Moja fascynacja drewnem nabrała sporych kształtów i się wylewa. To dopiero początek.

Klocki są tak proste do wykonania, że aż banalne się to staje. Potrzebne są tylko gałęzie o średnicy niezbyt dużej, wyrzynarka, mąż, który potnie, co trzeba, papier ścierny, czas i chęci.

Ludziki z naturalnych materiałów


Od kilku minut siedzę nad pustą stroną i próbuję ubrać myśli w słowa. Za nic nie chce wyjść ładnie, płodzę jakieś tragiczne urywańce, które za chwilę kasuję. Próbuję Wam napisać o moim zamiłowaniu do drewna i skąd ono się wzięło, ale sama tego dokładnie nie wiem.

Od dziecka większość wolnych chwil spędzałam w lesie. Bawiąc się wrastałam w świat spokoju i zieloności. Kiedy moje koleżanki wolne chwile spędzały w swoim gronie, ja siodłałam konia i jechałam do lasu, a kiedy one chodziły pod koniec tygodnia do dyskoteki, ja pakowałam do chlebaka kanapki, karmę dla psa i pamiętnik i wędrowałam po okolicznych lasach i polach razem z moim psem, Kazanem. Powoli zamieniałam się w odludka z zamiłowaniem do wszystkiego, co naturalne w lesie. Takie były początki, a później już jakoś to poszło.

Nie bez znaczenia jest zapewne rodzaj skończonych studiów, talent artystyczny i fakt, że mam dzieci. W każdym razie lubię dotyk drewna, jego faktura i zapach sprawiają mi przyjemność. Lubię naturalne zabawki, drewniane lub z tkanin.

Od sierpnia Antoś chodzi do przedszkola waldorfskiego, w którym dzieci bawią się wyłącznie naturalnymi zabawkami. To zupełnie przeważyło moją osobistą szalę w kierunku drewna. Mam marzenie, by robić drewniane zabawki. Tymczasem cieszymy się kupionymi drewniaczkami, a samodzielnie robię zabawki z tkanin.

Książki dla dzieci


Tytuł: Spóźniłem się do szkoły, bo…

Ilustracje: Benjamin Chaud

Tekst: Davide Cali

Tłumaczenie: Jadwiga Jędrys

Wydawnictwo: Dwie Siostry, Warszawa 2005, wyd. I

Tytuł: Dźwięki kolorów

Tekst oraz ilustracje: Jimmy Liao

Tłumaczenie: Katarzyna Sarek

Wydawnictwo: Officyna, Łódź 2012, wyd. I

Tytuł: Czerwony pociąg

Tekst oraz ilustracje: Melanie Brockamp

Tłumaczenie: Wiesław Drabik

Wydawnictwo: Debit

Tytuł: Jabłonka Eli

Tekst oraz ilustracje: Catarina Kruusval

Tłumaczenie: Katarzyna Skalska

Wydawnictwo: Zakamarki, Poznań 2012, wyd. I

Tytuł: Bajka i Majka

Ilustracje: Agnieszka Rzeźniak

Tekst: Malina Prześluga

Wydawnictwo: Tashka, Warszawa 2013, wyd. I

Tytuł: Ilustrowany inwentarz zwierząt

Ilustracje: Emmanuelle Tchoukriel

Tekst: Virginie Aladjidi

Tłumaczenie: Magdalena Kamińska-Maurugeon, Katarzyna Skalska

Wydawnictwo: Zakamarki, Poznań 2015, wyd. I

 

Tytuł: Opowiem Ci mamo, co robią pająki

Ilustracje: Daniel de Latour

Tekst: Marcin Brykczyński

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia, Warszawa 2014, wyd. I

Lalka waldorfska


Lalka waldorfska to szmacianka, zrobiona wyłącznie z naturalnych produktów. Mimika lalki jest neutralna, nie narzuca emocji, to dziecko ma sobie wyobrazić, czy lalka jest wesoła, czy smutna. To bardzo przyjemna i zdrowsza alternatywa dla plastikowych, nienaturalnych i często brzydkich lalek, jak np. Barbie czy Monster.

Od dawna chciałam uszyć tytułową lalę, ale ciągle miałam jakieś argumenty przeciw. Zainspirowana pewną rozmową, wreszcie postanowiłam, że zrobię! Przeszukałam internet, przeczytałam i oglądnęłam każdą wyszperaną stronę, aż uzbrojona w wiedzę teoretyczną, zabrałam się za szycie. Dla niewtajemniczonych dodam, że uszycie lalki waldorfskiej to wcale nie taka prosta sprawa. Już sama buźka jest uformowana w sposób niezwykły.

Końcowy produkt powinien wyglądać mniej więcej tak:

źródło zdjęcia: https://pl.pinterest.com/pin/464855992762056872/

Takiej na pewno nie zrobiłabym, ale od czegoś trzeba zacząć.

Zaczęłam od dokładnego przestudiowania poniższych stron:

Jak samemu uszyć lalkę? – materiały i linki

Jak uszyć ciało lalki waldorfskiej?

Jak uszyć głowę lalki waldorfskiej?

Kurs szycia ciała lalki

Absolutnie najlepszy (czyt. najbardziej czytelny) kurs na wyszycie włosów lalce

Moja faworytka w tworzeniu lalek waldorfskich

Kiedy znałam już wszystko na pamięć, jak również przeglądnęłam setki innych zdjęć, przygotowałam materiały do pracy. Nie miałam profesjonalnych półproduktów, jakie np. Lalinda podaje na swoim blogu, ale starych skarpet trochę się nazbierało, sztuczne wypełnienie do poduszek też miałam. Lala musiała poczekać tydzień na włosy, ale w końcu je dostała.

Nowa mama lali, czyli moja córeczka, jest zachwycona. Syn domaga się wersji wyłącznie dla niego, więc możliwe, że zrobię niebawem drugą.

Poniżej przedstawiam moją pierwszą lalkę wzorowaną na waldorfskiej.

Stare zdjęcia


Kilkanaście lat temu, może piętnaście, a może ciut więcej, na adres moich rodziców, który był wtedy też moim adresem, została wysłana broszurka, która zachęcała do kupna książki. Zostali w niej opisani ludzie noszący to samo nazwisko jak nasze. Jej grubość mnie zaskoczyła, wydawało mnie się, że miałam mało popularne nazwisko, do tego pisane nietypowo. Od tamtej chwili zaczęłam zastanawiać się nad przeszłością mojej rodziny, zbierać zdjęcia, dowiadywać się o daty, okoliczności przeróżnych zdarzeń rodzinnych, historie i osoby z fotografii, rozrysowałam drzewo genealogiczne tak daleko wstecz, jak sięgała pamięć moich babć.

Do dziś żałuję, że się temu bardziej nie poświęciłam. Mam wiele zdjęć, o których wiem niewiele. Lubię od czasu do czasu przeglądać pudełka z fotografiami, im starsze zdjęcia, tym cenniejsze są dla mnie. Chcę pokazać Wam cztery z nich. Prawie nic o nich nie wiem, a chciałabym wiedzieć wszystko.

  1. jak ma na imię pani z pięknym uśmiechem oraz jej fotograf (który robi zdjęcie aparatem typu Rolleiflex, widać na cieniu, że zagląda na niego od góry)?, pan oparty z tyłu o ścianę chaty – kto to? to ktoś przypadkowy, czy to jego córka?, co to za miejsce?, jak w środku wyglądał ten dom?, ten wzór na swetrze bardzo mnie się podoba – kupiła go czy zrobiła na drutach?…

2. co się stało dziewczynce po lewej – ma świnkę? boli ją ząb?, a te dwie obok siebie – kim one są? spójrzcie na ich buzie – brunetka aż tryska dziecięcą energią, co robi mężczyzna siedzący tyłem? zawsze mam skojarzenie, że łuska kukurydzę…

3. kim oni są, dokąd prowadzi ta brama? dokąd idą? co jest napisane nad bramą?, dlaczego mają takie stroje?, dlaczego mężczyzna wygląda, jak by był niezadowolony?…

4. czyj jest ten dom?, dlaczego zdjęcie zrobiono od podwórka? dlaczego w ogóle zrobiono to zdjęcie? to nie były przecież czasy cyfrówek, tylko klisz, nie cykało się zdjęć tak bezmyślnie i w takiej ilości, jak dziś…

Zazdroszczę mojemu mężowi. Jego wuj podjął się żmudnego, pracochłonnego i finansowo pewnie kosztownego zadania – spisał dzieje rodu Remeszów. Napisał książkę, w której zawarł opisy postaci, miejsc i zdarzeń, okraszone zdjęciami. Książka jest w języku angielskim, więc wszystkiego nie wiem – tyle tylko (lub aż), ile opowiedzieli mi teściowie i dziadkowie męża.

Marzę, by kiedyś spisać dzieje mojego rodu, przywrócić pamięć o zwykłych ludziach i codziennych sprawach.