Dawno nie pisałam o kwiatach, a przecież w naszym domu jest ich sporo. Właściwie dla mnie mieszkanie zaczyna być domem dopiero wtedy, gdy na ścianach zawisną ulubione fotografie lub grafiki, na półkach rozsiądą się wygodnie bibeloty, a na parapetach kwiaty. Bez tego mieszkanie to tylko pusta skorupa, w której z konieczności spędzamy czas między pracą.

Im jestem starsza, tym bardziej poszerza się grono moich kwiatowych ulubieńców.

Na początku królowały sukulenty, każdy inny kwiat był niemile widziany. Zdarzało się jednak, że uszczknęłam komuś szczepkę a ona u mnie rozrastała się bujnie i przyzwyczajałam się do niej. Z czasem polubiłam prawie wszystkie kwiaty. Z każdym, który mam u siebie związana jest inna, bliska mi historia.

1. Od lewej: wilczomlecz trójżebrowy, kupiłam go na wrocławskim targu pod młynem, razem z nim w doniczce była maciupka szczepka żyworódki; w różowej doniczce to bromelia tilandsja anita, przedwczoraj zakwitła (a ja myślałam, że ta różowa łopatka to kwiat!); paprotka nie wiem jaka, którą dostałam od życzliwej osoby z naszego zboru; ostatni to skrętnik, który jeszcze nie kwitnął, dostałam jeden liść od mamy i tak ładnie się rozrósł.

2. Po lewej to skrzydłokwiat wyrośnięty ze szczepki uszczkniętej z kwiatu stojącego na parapecie przy oknie klatki schodowej. Po prawej orchidea, którą dostałam od mamy z okazji wręczenia dyplomu magisterskiego.

3. Hoja (tylko jaka?), ze szczepki od mamy, która u mnie wąsy puszcza długie, ale kwitnąć nie chce.

4. Bluszcz, ta odmiana to cissus rombolistny. Długo nie chciał rosnąć, nawet nosiłam się z zamiarem wywalenia kwiatka, ale ciągle było mi szkoda i miałam nadzieję, że wreszcie zacznie rosnąć. Przy jednej z przeprowadzek połamałam go i to pomogło. Ruszył z kopyta i teraz zaczyna mi brakować na niego miejsca.

5. Starzec Rowleya (Senecio rowleyanus). Hmm… ten teges… gwizdnęłam tę szczepkę. Bez pozwolenia. Ale potem oddałam!

6. Sansevieria victoria, wyrośnięty ze szczepki z tego samego parapetu, co skrzydłokwiat.

7. Sansevieria fernwood musica. Bardzo chciałam ją mieć, bo podobało mnie się, że rośnie prosto w górę. Potem okazało się, że to tylko taki chwyt marketingowy. To tylko wetknięte w ziemię nieukorzenione proste odnogi sansewierii. U mnie jedna się nie przyjęła, a reszta puściła szczepki od korzeni.

8. Po lewej to żyworódka pierzasta, którą dostałam razem z wilczomleczem; nie znam nazw dwóch pozostałych kwiatów. Tego na dole znalazłam na chodniku pod blokiem, mocno już zwiędniętego. Ten po prawej kupiłam kiedyś w markecie.

9. Młode szczepki żyworódki.

10. Kaktusy zakupione w IKEA. Po lewej to opuncja drobnociernista (opuntia microdasys), pozostałych dwóch nie znam.

11. A to mój upragniony pieniążek, czyli pilea peperomioides. Bardzo trudno ją kupić. Nie znalazłam jej w żadnym ze sklepów, dostałam ją od pani z forum kwiatowego na fb.

12. Szczepki pitaji, wysiałam je z nasion wydłubanych z owocu.

13. Nasiona kumkwatu, czyli chińskiej pomarańczy; zaczynają puszczać korzenie.

14. Szczepki grudnika, patyczaka (rhipsalis cassutha) i nieznanego mi kwiatka.

15. To mój pierwszy sukulent, tzw. uszy shreka, czyli crassula hobbit. Kupiłam malutkiego, a kiedy się rozrósł okazało się, że to trzy osobne drzewka. Niedawno je przycięłam i cztery ukorzenione spore szczepki czekają na okazję, żeby je komuś oddać. Szkoda mi wyrzucić je na śmietnik.

16. Rhipsalis pilocarpa, kupiona… ano właśnie, gdzie ja ją kupiłam? Chyba w Książu…

17. Cztery nieznane mi kaktusy kupione przez męża na czwartą rocznicę ślubu.

18. Tego również nie znam. Był potwornie pokiereszowany, ale uratowałam go dzięki wiedzy zaczerpniętej z forum ogrodniczego.

19. U góry jaktus, którego nazwy nie znam. Dwa pozostałe to wilczomlecze: po lewej wilczomlecz opasły, po prawej wilczomlecz pentagona.

20. A to wielka zagadka. Nie znam nazwy, przez kilka lat nie chciał rosnąć, aż spadł z parapetu. Połamał się i wreszcie ruszył. Jest bardzo kłujący i bardzo delikatny.

21. A tu kawalątek balkonu, nasturcje i drżączka.