Coraz mniej mam czasu na bloga, a może coraz mniej chęci? Za dziesięć tygodni urodzi się nasze trzecie dziecko. Mam mniej cierpliwości, całe to obrabianie zdjęć denerwuje mnie potwornie. Od dawna mamy schowaną klawiaturę przed dziećmi i żeby coś napisać, muszę to wyklikać jednym palcem na klawiaturze ekranowej, potwornie irytujące zajęcie!

No, ale zebrałam się wreszcie do kupy i już pokazuję, co ostatnio zrobiłam.

Przede wszystkim KUPIŁAM WYRZYNARKĘ (a raczej mąż mi kupił)! Ach, ach, co to za przyjemność, usiąść z maseczką na twarzy, włączyć odkurzacz, potem wyrzynarkę iiiii…… wiuuuuuu, lecą wiórki! Tak powstało pierwsze krzywe autko, którego nie pokażę, potem układanka, a potem niezgorsze puzzle.

Były też urodziny, były prezenty. Janka dostała kuchenkę i warzywa z owocami oraz lalę, Antoś duży zestaw klocków Playmobil oraz ludziki. Były też prezenty od dziadków, hitem została drewniana kolejka z lokomotywami na baterie. Lalkę dla Janeczki uszyłam ręcznie, z włosami, które można czesać, z ubrankami, butkami, torebeczką i misiem. Lala ma na imię Liska. Uszyłam jej pościel i dokupiłam wiklinowy kosz, który pełni rolę łóżeczka. Liska tak spodobała się dzieciom, że Antoś poprosił, żebym uszyła też jedną dla niego, koniecznie z fioletowymi oczami. Tak powstała Britta. Teraz mamy dwie rudo miodowe siostry.

Książek też nam przybywa, pokażę Wam dwie, ulubione dzieci: „Chodzi mucha po globusie” oraz „Przygody kropli wody”, obydwie autorstwa Marii Terlikowskiej, z ilustracjami Bohdana Butenki. To nie tylko ciekawe i śmieszne wiersze, ale też pełnią rolę edukacyjną. Mucha opowiada o kierunkach świata, położeniu kontynentów oraz zmieniającym się klimacie, a Kropla Wody uczy, co się dzieje z… kroplą wody, jak zamienia się w parę, lód, deszcz itd.

Poza tym uszyłam dzieciom koszyki ze sznurka, zrobiłam segregację zabawek, wyeksponowałam te, którymi chętnie się bawią, pochowałam część do szafy, a znaczną część przeznaczyłam na sprzedaż lub oddanie.

Mamy nowe lokatorki, białą Piksi i czarną Diksi. Dzieci są zafascynowane, a my zdumieni, że zwierzęta mogą być tak ciche i niemal nie czuć ich zapachu. Po fretkach to miła odmiana.

Oczywiście nie zawsze wszystko mi wychodzi dobrze, czasem moje pomysły okazują się być nieprzemyślane, delikatnie mówiąc. Tak było z papierowym abażurem. Obesrany był przez muchy potwornie, zakurzony, brzydki. Coś chciałam z nim zrobić, a skoro był i tak zniszczony, postanowiłam poeksperymentować. Gdzieś w necie wynalazłam zdjęcie abażura oklejonego papierowymi piórami, spodobało mi się i niewiele myśląc, złapałam za nożyczki. Po kilku godzinach miałam swoją pierzastą lampę. Aż tu raz sobie śpię spokojnie, samiuteńka, bo mąż w pracy był, a dzieci jeszcze nie zdążyły do mnie przywędrować. Dzidziuś w brzuchu też postanowił wspaniałomyślnie zasnąć, i tak już ze trzy godziny ciągnął ten swój nieruchomy sen, a ja razem z nim. Nagle jak coś nie huknie! jak nie walnie! Zerwałam się z łóżka (czytaj: ospale i z wysiłkiem podniosłam się do pozycji półleżącej) i w popłochu zaczęłam szukać w kompletnej ciemności źródła dziwnego hałasu. Pierwszą moją myślą było: mapa! Jak nic, to mapa się odkleiła od ściany! A mówiłam mężowi, żeby dorobić jej ramę i powiesić na gwoździu, a nie przyklejać taśmą maskującą! Zdałam sobie jednak sprawę, że gdyby to była mapa, powinna spaść na mnie, bo wisi nad łóżkiem. Po kilku sekundach, kiedy wzrok przyzwyczaił się do mroku, zobaczyłam na podłodze, metr od mojej głowy, leżący bezwładnie jakiś szary flak. Zaspany umysł próbował nadać kształtowi jakąś znaną nazwę, ale cholerstwo było mi nieznane zupełnie. Dźwignęłam się z łóżka, stanęłam nad tym czymś i dopiero dostrzegłam, że nad głową, w miejscu gdzie wisiał abażur znajduje się dziwna, frapująca pustka. Resztki piór walały się obok wielkiego, paskudnie wybebeszonego cielska. Podniosłam toto, odłożyłam na fotel, żeby nie walało się pod nogami i położyłam się z powrotem do łóżka.

Rano wcisnęłam kiepski pomysł pod zlewozmywak obok śmietnika, do kubła się nie zmieścił. Dwa dni z sufitu sterczała goła żarówka, aż mąż wymyślił lepsze rozwiązanie, również tymczasowe, ale o ileż praktyczniejsze!

Nowe lokatorki, Piksi i Diksi.

Abażur zrobiony przeze mnie.

Abażur zrobiony przez męża.

Reklamy