Od kilku minut siedzę nad pustą stroną i próbuję ubrać myśli w słowa. Za nic nie chce wyjść ładnie, płodzę jakieś tragiczne urywańce, które za chwilę kasuję. Próbuję Wam napisać o moim zamiłowaniu do drewna i skąd ono się wzięło, ale sama tego dokładnie nie wiem.

Od dziecka większość wolnych chwil spędzałam w lesie. Bawiąc się wrastałam w świat spokoju i zieloności. Kiedy moje koleżanki wolne chwile spędzały w swoim gronie, ja siodłałam konia i jechałam do lasu, a kiedy one chodziły pod koniec tygodnia do dyskoteki, ja pakowałam do chlebaka kanapki, karmę dla psa i pamiętnik i wędrowałam po okolicznych lasach i polach razem z moim psem, Kazanem. Powoli zamieniałam się w odludka z zamiłowaniem do wszystkiego, co naturalne w lesie. Takie były początki, a później już jakoś to poszło.

Nie bez znaczenia jest zapewne rodzaj skończonych studiów, talent artystyczny i fakt, że mam dzieci. W każdym razie lubię dotyk drewna, jego faktura i zapach sprawiają mi przyjemność. Lubię naturalne zabawki, drewniane lub z tkanin.

Od sierpnia Antoś chodzi do przedszkola waldorfskiego, w którym dzieci bawią się wyłącznie naturalnymi zabawkami. To zupełnie przeważyło moją osobistą szalę w kierunku drewna. Mam marzenie, by robić drewniane zabawki. Tymczasem cieszymy się kupionymi drewniaczkami, a samodzielnie robię zabawki z tkanin.