Kilkanaście lat temu, może piętnaście, a może ciut więcej, na adres moich rodziców, który był wtedy też moim adresem, została wysłana broszurka, która zachęcała do kupna książki. Zostali w niej opisani ludzie noszący to samo nazwisko jak nasze. Jej grubość mnie zaskoczyła, wydawało mnie się, że miałam mało popularne nazwisko, do tego pisane nietypowo. Od tamtej chwili zaczęłam zastanawiać się nad przeszłością mojej rodziny, zbierać zdjęcia, dowiadywać się o daty, okoliczności przeróżnych zdarzeń rodzinnych, historie i osoby z fotografii, rozrysowałam drzewo genealogiczne tak daleko wstecz, jak sięgała pamięć moich babć.

Do dziś żałuję, że się temu bardziej nie poświęciłam. Mam wiele zdjęć, o których wiem niewiele. Lubię od czasu do czasu przeglądać pudełka z fotografiami, im starsze zdjęcia, tym cenniejsze są dla mnie. Chcę pokazać Wam cztery z nich. Prawie nic o nich nie wiem, a chciałabym wiedzieć wszystko.

  1. jak ma na imię pani z pięknym uśmiechem oraz jej fotograf (który robi zdjęcie aparatem typu Rolleiflex, widać na cieniu, że zagląda na niego od góry)?, pan oparty z tyłu o ścianę chaty – kto to? to ktoś przypadkowy, czy to jego córka?, co to za miejsce?, jak w środku wyglądał ten dom?, ten wzór na swetrze bardzo mnie się podoba – kupiła go czy zrobiła na drutach?…

2. co się stało dziewczynce po lewej – ma świnkę? boli ją ząb?, a te dwie obok siebie – kim one są? spójrzcie na ich buzie – brunetka aż tryska dziecięcą energią, co robi mężczyzna siedzący tyłem? zawsze mam skojarzenie, że łuska kukurydzę…

3. kim oni są, dokąd prowadzi ta brama? dokąd idą? co jest napisane nad bramą?, dlaczego mają takie stroje?, dlaczego mężczyzna wygląda, jak by był niezadowolony?…

4. czyj jest ten dom?, dlaczego zdjęcie zrobiono od podwórka? dlaczego w ogóle zrobiono to zdjęcie? to nie były przecież czasy cyfrówek, tylko klisz, nie cykało się zdjęć tak bezmyślnie i w takiej ilości, jak dziś…

Zazdroszczę mojemu mężowi. Jego wuj podjął się żmudnego, pracochłonnego i finansowo pewnie kosztownego zadania – spisał dzieje rodu Remeszów. Napisał książkę, w której zawarł opisy postaci, miejsc i zdarzeń, okraszone zdjęciami. Książka jest w języku angielskim, więc wszystkiego nie wiem – tyle tylko (lub aż), ile opowiedzieli mi teściowie i dziadkowie męża.

Marzę, by kiedyś spisać dzieje mojego rodu, przywrócić pamięć o zwykłych ludziach i codziennych sprawach.