Bida z nędzą prześwieca przez te miesiące. Coś tam podczytywałam, ale dopadł mnie książkowstręt. W sierpniu trafiłam na Williama Whartona w śmiesznie niskiej cenie (po 5 zł!) i kupiłam trzy: „Tatę”, „Ptaśka” i „Wieści”.

Pierwszą wciągnęłam jak mielnik karkówkę bez kości – miękko, szybko, przyjemnie i po raz… piąty? Potem sięgnęłam po „Wieści”, których jeszcze nie czytałam. Okropne tłumaczenie dobił nieciekawy temat, odłożyłam książkę gdzieś przed połową; ostatecznie wymieniłam ją na wiersze we wrocławskiej akcji kulturalnej pt. „Aktywny Zakrzów”.

„Ptasiek”, też kilka razy czytany, już mi nie wchodził, .

Potem pożyczyłam pierwszą książkę z cyklu Odrodzone królestwo Elżbiety Cherezińskiej pt. „Korona śniegu i krwi”. Oo, to było coś. Czytałam z zapartym tchem połykając strony, przed końcem zabajdurzyłam, żeby opóźnić moment rozstania.

Od tej książki była prawie cisza. Prawie dlatego, że któregoś wieczoru rozpoczęłam czytanie dla dzieci i tak mnie wciągnęła lektura, że przeczytałam cztery części przygód niesamowitej niani i jej podopiecznych, czyli o Mary Poppins oraz Janeczce(!), Michasiu, Basi i Jasiu Banksach. W dzieciństwie było moim niespełnionym marzeniem mieć taką nianię. Teraz staram się być taką mamą.

Po drodze było jeszcze kilka prób – Mankell, Nesbø… ale wędrowały z powrotem na półkę. Czuję, że ten książkowstręt trochę dłużej potrwa. Tymczasem przerabiam kilogramy dziecięcej literatury i ogarnia mnie ochota na grubszy zakup książkowy. Może się uda.

Janka coraz częściej dołącza do naszego trójkąta zagorzałych czytelników. Trzymamy dzieci (i siebie) z dala od tabletów i troszkę mniejszego dala od komputera, telewizora nie mamy, dzieci często widzą nas czytających książkę dla własnej przyjemności, więc uczą się, że książki są fajne. Ba! Często z rozmysłem podstawiam im pod nos to nasze czytanie mając świadomość, że jeśli mama nie będzie czytać, to dzieci też nie będą. Na nic się zda, za kilka lat, zaganianie do lektury, przepadło, po ptokach. Akurat tę zdolność (chęć do sięgania po książkę) kształtuje się we wczesnym dzieciństwie. Sprawa ma się adekwatnie z tatą.

Wracając do tematu – dorosłych książek nie będzie, będą za to dziecięce w języku niemieckim.

Książeczki Antoś dostał dawno temu od wujostwa. Wujostwu dziękujemy.