Pod iglicą był dziś targ staroci. Pojechaliśmy wcześnie, żeby trafić na towar jeszcze nie przebrany.

Ach, jaka to dla nas frajda, oglądać te wszystkie duperelki małe i duże, szperać w szpargałach, buszować w gąszczu rzeczy wartościowych i zupełnie nieprzydatnych.

Upolowałam mebelki do domku lalek, w tym dwa kredensy stylizowane na lata ’70 XX w. Poza tym kupiłam piękny kałamarz (w sam raz na sekretarzyk, co to mi się marzy od stu lat) i miedzianą szkatułkę. Mąż wyszperał zegarki, bo to jego pasja. Antoś dostał autko i mebelki, ostatecznie dla jego lalek były kupowane. Janka, w nosidełku, przespała cały spacer bezpiecznie wtulona w mamę i to jej najwyraźniej do szczęścia wystarczyło.