Wieczorem, wracając z pracy, mąż przywiózł duże pudło kredek. Należało je przeglądnąć, zatemperować, sprawdzić, które nadają się do rysowania. Kiedy już uporałam się z tym zadaniem, pozostało sporo odrzutów; połamane rysiki lub złej jakości drewno były głównymi powodami, dla których kredki nie nadawały się do użytku.

Szkoda było je wyrzucać, więc posegregowałam je kolorystycznie i przykleiłam do długiej listwy, a mąż przewiercił do ściany. Tak powstała półka na zdjęcia lub plakaty.