Tagi

,

Po ostatniej próbie uszycia pluszowej maskotki dałam sobie spokój na dłuższy czas. Nie żeby mnie zniechęciły mierne efekty, wszak praktyka czyni mistrza! Po prostu nie miałam dla kogo szyć. I tej wersji będę się trzymać.

Teraz wymyśliłam sobie, że uszyję Misia Uszatka DOKŁADNIE takiego, jaki jest w bajce. Kombinuję więc z wykrojem na głowę i pyszczek, próbuję zszywać, pruję, przerabiam… A w między czasie mąż, widząc moje zmagania, przytargał ogromny kawał pluszowej tkaniny. Na Uszatka się nie nada, bo za ciemna, ale na zajączka jest akurat. Przy okazji wypróbowałam swoje zdolności krawieckie. Oj, cieniutko! Długa przede mną droga do Misia Uszatka.

Za to właściciel zajączka zadowolony. No i fajnie.

Reklamy