Pierwsze były „Mapy”, potem „Mam oko na litery”. Teraz przygarnęliśmy „Miasteczko Mamoko”. I jesteśmy zachwyceni, cała trójka.

Oglądamy i oglądamy, bo to jest książka niezwykła. Mieszkańcy kamienicy przeżywają tu swoje przygody, a my im w nich towarzyszymy. Wydaje się, że samolot po prostu został narysowany, żeby niebo nie było puste. Tymczasem on leci przez wszystkie strony, by na ostatniej wysadzić pasażerów. Po górach chodzi taternik, malutka postać, na którą początkowo nie zwróciliśmy uwagi. Okazuje się, że taternik ma spadochron i ląduje na budowie, by na końcu w spokoju delektować się lodami.

Fascynujące jest to odkrywanie kolejnych postaci przy każdym otwieraniu książki, a jeszcze wiele historii do odkrycia, przed nami. Tym razem będzie tylko kilka zdjęć całej książeczki, bo chcę Wam pokazać dwie przygody. Krowa mnie rozśmieszyła: gdzieś idzie z tymi swoimi torbami, spędza aktywnie czas, spala tłuszcz, by na końcu… co zrobić? Z kolei pies gdzieś sobie jedzie, trzymając bukiet kwiatów w ręce. On też ma swój cel, ale nim go osiągnie, czekają go przygody.

Zobaczcie sami.