Znaleziony w internecie za śmiesznie niską cenę, przyjechał w opłakanym stanie. Pomalowany byle jak bejcą, odrapany, poobijany, bez uszu i siodła.

Renowacja trwała bardzo długo, bo bejcę usuwałam papierem ściernym; wtedy jeszcze nie wiedziałam, że można to zrobić znacznie szybciej przy pomocy cykliny.

Mozolnie mi to szło, ale w końcu uporałam się z bejcą, potem jeszcze szlifowanie i malowanie. Uszu i siodła nie dorabiałam, pomyślałam, że przecież Antoś nie dałby im spokoju, wytargałby jak nic! Tak więc ostatecznie konik jest nie skończony i najprawdopodobniej taki już zostanie, ale zadanie swoje spełnia i wygląda znacznie lepiej.