Pamiętam je z dzieciństwa, kolorowe baby okutane w chusty z usteczkami w ciup. Uwielbiałam je układać.

My, dzieciaki, nazywałyśmy je babuszką i wsypywałyśmy jej (a może raczej im?) do brzucha piasek i kamienie.

Marzyły mi się babuszki inne od tradycyjnych, więc kupiłam niepomalowane i zrobiłam takie, jakich nie dostanie się w sklepie. Zamówiłam dwa zestawy, żebyśmy mogli bawić się we dwoje – Antoś i ja.

Moje wypociny leżakują na regale z książkami, czekając na lakierowanie i sesję fotograficzną.

Dziś prezentuję dzieło Antosia.

Matrioszki do kupienia TU