Ponad dwa lata temu mąż przytargał do domu wielką metalową szafę, w paskudnym stanie, ale z potencjałem.

Stała dwa lata i czekała. Niedawno robiliśmy mały remont, z malowaniem ścian, demontowaniem półek, przycinaniem ich, itp. i to mnie zmotywowało.

Miała być biało-czerwona, ale nie znaleźliśmy odpowiedniego odcienia czerwieni. Ostatecznie wybrałam czarny i to był strzał w dziesiątkę.

Nie pomyślałam jednak, żeby zrobić jej porządne zdjęcia, więc wrzucam takie, jakie mam – „domowe”.

Tu jeszcze paskudna musztardowa żółcień, odrapana, z metalowymi ramkami na opisy dokumentów.

A tu już po odmalowaniu, z odbitymi ramkami.

A przy okazji: na przeróbkę czeka też widoczne poniżej biurko.