Pokoik „się robi”, powolutku, ale jednak.

Ostatnio mąż zainstalował nad łóżkiem półkę, którą wcześniej pomalowałam na czarno. Teraz stoi tam obrazek narysowany przez Antosia, litera A uszyta przeze mnie i kilka innych drobiazgów, które zmieniam co jakiś czas. No i jest do czego przypiąć lampkę.

Nad łóżeczkiem zrobiło się przytulniej, ściana nie straszy pustką.

Antoś ucieszył się z półeczki; bardzo lubi, kiedy otaczają go obrazki.

Lubi spędzać czas w swoim nowym pokoju i z chęcią po sobie sprząta.

Kilka dni temu rozsypał coś na podłodze. Postał, popatrzył, poszedł do kuchni, otworzył szafkę, wyciągnął szufelkę ze zmiotką, wrócił, zamiótł, zaniósł śmieci do kosza. Ja siedziałam przez cały ten czas na dywanie, słowem się nie odezwałam i pękałam z dumy! Potem sprawdziłam – wszystkie okruchy trafiły do śmieci, a szufelka i zmiotka były odłożone na miejsce.

Nasza córeczka pięknie rośnie, ma już 2800 g. Prawie na pewno czeka mnie cesarka, bo mała ułożona jest pośladkowo. Dziś lekarz mi powiedział, że jeśli nie rodziłam naturalnie poprzedniego dziecka, to jestem uważana za pierwiastkę. W takim wypadku kolejny poród przy dziecku ułożonym pośladkowo odbywa się przez cięcie cesarskie. Ciekawe, nie wiedziałam.

Tym razem nie puchną mi ręce ani nogi, ale już rozpoczęło się rozchodzenie kości miednicy, więc wieczorami dopada mnie ból podczas chodzenia. Jeszcze sześć tygodni.