Tagi

Najpierw było osiem klocków, bo miałam jakiś nieokreślony pomysł na zrobienie zabawki dla Antka. Leżały w szafie i czekały na szlifowanie. Potem znalazłam pasujące pudełko i mąż dociął jeszcze kilka klocuszków. Oszlifowałam, włożyłam do pudełka i znowu musiały poczekać na pomysł. Pomalowałam je, wypaliłam domki, jeszcze raz pomalowałam… Wreszcie wymyśliłam czarno-białe z czerwonym.

Spóźniłam się, Antek wyrósł z tych kolorów, rzadko po klocki sięga. Leżą na półce, wsunięte pod kolorowe klocki. A mnie tak brakowało malowania, że z rozpędu przemalowałam też minikomodę. No i wymyśliłam, jak pomalować metalową szafę, którą kiedyś mąż przytargał, a jest niezwykle pojemna i bardzo oldskulowa.

Reklamy