Tagi

Jak to się dzieje, że niektóre osoby przechodzą przez nasze życie bez echa? Czasem nawet one nas pamiętają, a my ich nie. Są też takie osoby, których słowa potrafią nam utkwić w pamięci na długie lata.

Czegoś takiego doświadczam; przeglądając album ze zdjęciami przypominam sobie dopiero o istnieniu niektórych osób, miejsc i zdarzeń. A przecież kiedyś były dla mnie niezwykle ważne. A z drugiej strony – nie mam zdjęć z osobami, które pamiętam, wspominam i żałuję, że są moją przeszłością, a nie teraźniejszością.

Bardzo lubię oglądać fotografie, bo są obiektywne. Moja pamięć jest wybiórcza, pamięta tylko to, co chce. Zdjęcie pokazuje, jak było naprawdę. Jeszcze lepiej, gdyby było ruchome.

Umieszczam dziś kilka zdjęć, które są… no właśnie, czym one dla mnie są? Fotografie nieszczególne i szczególne zarazem. Każda przedstawia osoby i zdarzenia pozornie nieistotne, a jednak dla mnie znaczące.

1. W jasnej bluzce to ja, w ciemnej Justyna Janik. To 1997 rok, wakacje w Pszczewie, obydwie skończyłyśmy siódmą klasę Szkoły Podstawowej. Jeszcze tylko przez rok byłyśmy nierozłącznymi przyjaciółkami, takimi na śmierć i życie. Życie okazało się ważniejsze i do dziś po przyjaźni pozostało wspomnienie. To były niezwykle szczęśliwe wakacje. Całymi dniami kąpałyśmy się w jeziorze, opalałyśmy, jeździłyśmy na rowerach, jadłyśmy chleb ze smalcem (zrobionym przez babcię Justyny; zawsze jej zazdrościłam takiej babci) z ogórkami kiszonymi i objadałyśmy się lodami.

2. Od lewej stoją: Daria Wieczór, Aleksandra Grabowska i ja, kuca Marcin Wieczór. Kiedyś spędzaliśmy razem czas, dziś z Darią i Marcinem widuję się przelotnie w kościele. Oli nie widziałam od ponad dziesięciu lat. Dopiero za sprawą Facebooka odnalazłyśmy się i choć rzadko ze sobą rozmawiamy, to przynajmniej widzimy się nawzajem. Zdjęcie zrobione na balkonie mieszkania moich rodziców. Wąsosz, 1998 rok.

3. Po lewej Anna Lewczuk, po prawej Jola Liske. Zupełnie różne, przyjaźniłyśmy się przez wiele lat. Obydwie do dziś są mi bliskie, choć już nie w taki sposób jak kiedyś.

4. Mój wychowawca z ogólniaka, Robert Brojek. Do dziś mylę jego nazwisko. Wtedy zaczytywałam się w książkach Małgorzaty Musierowicz. Występowała tam szczególna postać – Robert Rojek. Kiedy na apelu rozpoczynającym rok szkolny usłyszałam nazwisko naszego wychowawcy, mało z krzesła nie spadłam. Byłam pewna, że zobaczę potężnego brodacza – miłośnicy Jeżycjady będą wiedzieć, co mm na myśli.

5. Po szkole średniej dostałam się na staż do Spółdzielni Mieszkaniowej „Wąsosz”. To była moja pierwsza praca a ja byłam potwornie roztrzepana. To tam ponownie zobaczyłam mojego przyszłego męża – ponownie, bo razem chodziliśmy do przedszkola, potem całkiem straciliśmy się z oczu i pamięci. Po prawej stoi moja przyszła teściowa – Małgorzata Remesz. W środku stoi pani Alina Szybiak, po lewej ja.

6. Magdalena Michalewska była bardzo bliską mi osobą, często była dla mnie oparciem i siostrą, której nie miałam. Bardzo ubolewam, że kontakt urwał nam się nagle i do dziś z niewyjaśnionych powodów. Zdjęcie zrobione, kiedy studiowałam w PWSZ w Lesznie.