Ile razy słyszeliście, że dziś młodzież jest trudna, że panuje znieczulica itd.? Ja wiele razy i za każdym tak samo mnie to denerwuje. Dzisiejsze dzieci wcale nie mają w sercach mniej empatii. To my – dorośli, pozwalamy im na wulgarne zachowanie. Czasami przyzwoleniem, a czasem obojętnością.

Będąc na spacerze z synem, przechodziliśmy koło szkoły. Z daleka już zauważyłam, że grupa nastoletnich chłopców stała przy ogrodzeniu i zachęcała kolegę do przeskakiwania przez płot. Szłam, przyglądałam się, za mną i przede mną szli inni ludzie i też patrzyli. Im byłam bliżej tym bardziej oczywiste stawało się dla mnie, że ich zachowanie to klasyczny przykład naznaczania. Chłopiec, który skakał przez płot ledwie sobie radził przez tuszę. Właściwie „skakał” to za dużo powiedziane. Z wielkim trudem wdrapywał się na płot, żeby spaść po drugiej stronie. Pozostali koledzy obserwowali to ze śmiechem wołając: „Dalej! Jeszcze raz!” i komentując wygląd skaczącego. Oprócz tego nieszczęśnika pozostali byli szczupli, wysportowani. Innymi słowy:grubas skakał, bo tak mu kazali chudzielce. Musiał to zrobić, by nie wyjść na kompletną ciapę. By nie zostać wykluczonym.

Kiedy doszłam do miejsca, w którym rozgrywała się ta scena, zatrzymałam się, odwróciłam w ich stronę i zaczęłam przyglądać. Po kilku sekundach przestali krzyczeć, potem usłyszałam szmery („Gapi się, gapi”), aż w końcu odeszli grać w piłkę na boisko. Wszyscy razem.

Nie potrzebowałam nawet nic mówić. Wystarczyło zwrócić swoją uwagę w ich stronę. Speszyli się, czyli wiedzieli, że robią źle. A ilu ludzi przede mną przeszło mimo? Ilu dorosłych wzruszyło ramionami: „A co ja się będę wtrącać, niech inni zwracają uwagę. Niech ich rodzice wychowują. To nie moje dzieci, nie mój problem. Przecież nic się nie dzieje. Oj, że sobie trochę poskacze.”

„Dla triumfu zła potrzeba tylko, żeby dobrzy ludzie nic nie robili.”

Edmund Burke