Tagi

,

…pręgowane i skrzydlate.

Te, co skaczą i fruwają

na nasz program do zabawy zapraszają.

Zaczęło się od książeczki ze zwierzątkami, która szybko stała się ulubioną. Potem  wszystkie zwierzęta spotkane na spacerze były bohaterami chwili, aż rodzice zdecydowali, że syn wśród swoich zabawek musi znaleźć to, co ciekawi go najbardziej.

Najpierw były zwierzątka z tworzywa, które można trzymać w domu: kot, pies, świnka morska, żółw, papuga, szczur, mysz. Nie udało nam się znaleźć tchórzofretek, co za szkoda!

Potem gromadka powiększyła się o pluszowego kotka, podarowanego przez kuzynkę. Następnie do kolekcji przygarnęliśmy malutkie pluszaki: węża, łosia, żabkę – pacynkę, niedźwiedzia polarnego, wilka, panią Muchomorkową i Piaskowego Dziadka (te dwie ostatnie to zapewne postacie z bajki, ale my jej nie znamy, więc nadaliśmy im imiona po swojemu – pani M., bo ma kapelutek w kropeczki, a dziadek P., bo do złudzenia przypomina postać z ulubionej piosenki Antosia).

Na koniec ukochana zabawka z mojego dzieciństwa – różowy E.T.  Z nim wiąże się wiele wspomnień. Został kupiony niedługo po tym, kiedy zabawki szyło się głównie samemu, albo kupowało w Pewexie. Pierwsze sklepy z kolorowymi zabawkami to był szok dla dzieci. Nikt wtedy nie słyszał nawet o marketach, takie twory w Polsce jeszcze nie istniały, w każdym razie nie w takiej postaci, jak dziś. Wraz z rodzicami i bratem mieszkałam w Wąsoszu, a to bardzo malutka miejscowość. Było tam trzynaście sklepów, w tym księgarnia, pawilon, rybny, motoryzacyjny i obuwniczy. Poza tym był zegarmistrz, fryzjer, dwa kioski Ruchu, apteka, jedna szkoła, plac z przystankami autobusowymi, plac targowy, przychodnia z dentystą, Dom Kultury z biblioteką, dwa kościoły Rzymsko-Katolickie, plebania, kowal, malutki cmentarz, na którym uwielbialiśmy się bawić, bo był potwornie zarośnięty, PGR i ZRB, przepompownia, w której biegaliśmy po belkach, dwa mosty kolejowe i cztery samochodowe, amfiteatr, Halinowa Górka, dwie rzeki… i koniec. Sami więc widzicie, że zabawki mogły być rarytasem często nieosiągalnym dla większości dzieci.

Mały to był światek, ale dzieci takie same, jak w dużych miastach. Chciało nam się zabawek może nawet bardziej, niż innym dzieciom, bo tych fikuśnych nie widzieliśmy nawet na wystawach. Okazja nadarzyła się, kiedy z mamą i bratem jeździliśmy co jakiś czas do Karpacza. Był tam malutki sklepik ze wszystkimi zabawkami świata, w każdym razie wtedy tak myślałam. E.T. jest właśnie stamtąd. Ma wyciąganą głowę i ręce i jest piękny mimo, że jest szkaradny. I ma ponad dwadzieścia lat.

A teraz bawi się nim Antek. Wzruszające.

Antkowy hit:

Advertisements