Tagi

Coraz mniej słońca wpada przez nasze okna. Zabawy na dworze zostały ograniczone do koniecznego minimum. Wymyślamy sobie rozrywki domowe – ja i synek.

Ja szyję, Antek grzebie w ogromnym pudle z materiałami, kiedy maluję, domaga się, by posadzić go na krzesełku i dać tubki z farbami. Przez większą część dnia podłoga zasłana jest wszystkim, czego Antoś nie jest w stanie połknąć.

Zdarza się też i tak, że synuś zaczyta się w książkach i nie zwraca uwagi na to, co mama robi. A mama, kiedy nie czyta, nie ogląda albo nie szpera, to tworzy używając własnych rąk.

Dawno temu chciałam zanotować przepis na Babeczki Stuhra, a pod ręką leżał czysty zeszyt. Zanotowałam, odłożyłam na półkę i zapomniałam. Po kilku latach odkopałam go ze sterty książek od dawna nieczytanych i zaczęłam używać jako coś, co dziś nazywa się przepiśnikiem. Widoczne niżej ubranko zeszyt dostał przypadkiem.

Wzór drewnianych słojów to efekt uzyskany przez poniższe… coś.

Kartkę papieru należy pokryć warstwą farby grubej na pół milimetra. Użyłam farby akrylowej złotej. Jeśli farba jest ciemna, np. granatowa, czarna itp., słoje nie będą widoczne, bo nie będzie prześwitywać biel kartki.

Gumowe coś ciągniemy po kartce z góry na dół, jednocześnie zmieniając jego kąt nachylenia do powierzchni. Wszystko musi się odbyć płynnie, inaczej słoje są nieregularne, jak u mnie🙂

Poniższe zdjęcie przedstawia etykietę z nazwą „cosia”.

Kiedy farba wyschła, żal mi było wyrzucać zamalowane kartki, chociaż miały służyć tylko do prezentacji. W ten sposób mój zeszyt z przepisami dostał nowy kubraczek.