Tagi

, ,

Czy wiecie, jak wyglądało wychowanie dzieci w Niemczech w latach mniej więcej od 1900 roku do drugiej wojny światowej? Jeśli ktoś ma ochotę się dowiedzieć, odsyłam do filmu „Biała wstążka”, który rewelacyjnie to pokazuje. Dla bardziej ambitnych polecam książkę m.in. Alice Miller pt. „Czarna pedagogika”. Autorka jest twórczynią owego hasła i świetnie opisuje, na czym owa pedagogika polega. Jednak nie tylko ona badała wpływ czarnej pedagogiki na psychikę dziecka. Z grubsza opisując polega ona na przemocy fizycznej. To świat, w którym dziecko zawsze znajduje się na pozycji przegranej a dorosły ma całkowitą, fizyczną i psychiczną, władzę nad podopiecznym i nigdy nie waha się jej (nad)używać.

By utrzymać dzieci w ryzach, karmiło się je tysiącem nieprawdziwych historii i konsekwencji, jakie rzekomo miały nieść za sobą niecne uczynki dziecka. Do kanonu ówczesnych bajek należały tylko takie, w których przemoc była środkiem zaradczym na nieposłuszeństwo, dzieci zawsze spotykały traumatyczne i nierzadko krwawe konsekwencje nieposłuszeństwa.

No i tak na przykład żył sobie pewien pan, nazywał się Heinrich Hoffmann, żeby było smutniej był on psychiatrą, który napisał książkę z bajkami dla dzieci oraz nawet sam ją zilustrował. W niej przeczytamy, na przykład, o dziewczynce, która spaliła się w strasznych męczarniach, bo bawiła się zapałkami, o rodzicu, który nożycami obciął dziecku palce, bo obgryzało paznokcie, za bujanie na krześle dziecko dostało niezłe lanie a te, które nie chciało jeść zupy zamieniło się w trupa i zostało złożone do ziemi. Wszystko to okraszone „cudnymi” ilustracjami, bynajmniej nie cenzurowanymi, na których np. krew sika z palców tworząc malownicze kałuże pod stopami chłopca.

Niemieccy rodzice czytali takie bajki swoim pociechom na dobranoc w nadziei, że skłoni je to do posłuszeństwa. Zresztą bajki nie był jedyny objawem wychowania w duchu czarnej pedagogiki, to był cały szereg działań, całkowicie inna mentalność ludzi i zupełnie inne podejście do wychowania.

Zresztą pisanie takich opowiadań przez niemieckich autorów zaczęło się prędzej. Pewni dwaj językoznawcy postanowili spisać ludowe legendy i baśnie; celem ich było odwzorowanie okrucieństwa jako najstarszego wzorca motywów baśniowych. Rewelacyjnie im się to udało zresztą. Dzisiaj baśnie te są uważane za świetne opowiadania dla dzieci i namiętnie czytane oraz opowiadane kolejnym pokoleniom. Wcale nie niemieckich dzieci, tylko polskich. Nie wierzycie? Kto nie ma w domu choć skromnego wydania baśni braci Grimm, ręka w górę.

Jak mawia jeden z moich wykładowców: „Gdyby głupota umiała latać, niektórzy rodzice fruwali by pod sufitami” – zapewne wiele w tym racji jest.

Ci sami rodzice mają często problem z odpowiedzią na najprostsze pytania i kiedy dziecko pyta np. o śmierć, opowiadają niestworzone historie o ludziach śpiących z aniołkami.

A to jedna z ilustracji z książki z bajkami Heinricha Hoffmanna.

Advertisements