Tagi

, , , ,

Czy macie czasem tak, że zobaczycie coś i musicie, ale to koniecznie musicie to mieć?

Mnie zdarzyło się to chyba tylko kilka razy; tych poprzednich „razów” jednak nie pamiętam (ale musiały być, niemożliwe żeby teraz był pierwszy).

Wczoraj, będąc w Tesco, zaszłam do sklepu zoologicznego, co robię zresztą prawie zawsze i do tej pory niczym się to nie kończyło.

Tym razem skończyło się zachwytem. Przystanęłam przed jedną z klatek a zza prętów patrzyła na mnie para czarnych jak smoła, okrągłych paciorków. Znaczy oczek. Mały nosek węszył zachłannie, wąsiki tańcowały ciekawie. A potem zaczął się popisywać.

Pan, który razem z córką oglądał tego wesołego zwierzaka stwierdził, że mały mnie wybrał i teraz pokazuje, na co go stać, żeby się przypodobać, i że powinnam go kupić. Możliwe, że to głupoty, że to nawet dziecinne i że to tylko zwykła fretka (tak, tak, fretka), ale jakoś mi się ciepło zrobiło i przyjemnie…

Wracając do domu całą drogę przeżywałam, że mały taki cudny, taki śliczny, a nosek jaki ma!, aż mąż, znudzony zapewne moimi zachwytami oraz paplaniem i chcąc mi sprawić przyjemność, zawrócił i… kupiliśmy go!

Nazwaliśmy go Rabat, bo po Rumo imię na „R” najbardziej nam pasowało a dopiero później skojarzyliśmy, że przecież dostaliśmy na niego rabat:)

Miłka naskrzeczała na Rabata, nie pozwoliła się ze sobą bawić, od razu zaznaczyła granicę. Tutka pozwoliła mu na harce i potem troszkę musiała zawalczyć o dominację. Ostatecznie pozycja w stadzie została ustalona. Miłka obroniła swoją pozycję seniorki i przewodniczki, Tutka zaś wyraźnie pokazała małemu, że „najmłodszy” tutaj oznacza „na końcu”.

Zdjęć jeszcze nie mam, ale mam filmy.

Pierwszy opowiada o zaczepkach Rabata, drugi o walce Tutki z małym a trzeci jest sprzed kilku dni i prezentuje toaletę Tutki.

Reklamy