Tagi

, , ,

Obyło się bez przeziorów i wspólnych biesiad:)

Jak to się odbyło pozostanie naszą tajemnicą, powiem tylko, że w prezencie zaręczynowym dostałam ogromny kamień bursztynowy. Słusznie zresztą, bo biżuterii nie noszę, pierścionek leżałby schowany w pudełeczku. Kamień za to wstawię w ramki i zawiśnie na ścianie, będzie pamiątka.

Data ślubu wyznaczona została na 6 maja.

Moja suknia powoli się szyje, wesele z grubsza już zorganizowane. Na mojej głowie pozostaje wybór zaproszeń i wszystko, co się z tym wiąże (zdjęcia dotyczące sukni, wystroju sali, tortu, zaproszeń itp. będą umieszczała w kolejnych wpisach).

Łukasz skupił się na… podróży poślubnej. Albo raczej na koniu, który nas w nią powiezie.

Wymyśliliśmy sobie, że objedziemy Polskę naokoło, ale biorąc pod uwagę, że mój urlop będzie trwał dwa tygodnie, więc poprzestaniemy na jej połowie. Nasza podróż będzie zapisywana na tym blogu (jeśli się uda to codziennie, jeśli nie – tak często, jak się da).

Wieźć nas będzie Volkswagen t3 z 1985 roku. Ma być przerobiony na domek na kółkach. I tutaj zaczyna się rola Łukasza.

Tymczasem samochód się myje i naprawia. Teraz wygląda tak, jak na zdjęciach poniżej, a wyglądać ma tak, jak jedna z TYCH laleczek.

Reklamy