Tagi

, , ,

W łazience na podłodze leżał dywanik. Miał niebieski kolor, był zbudowany z gąbczastych ruloników połączonych ze sobą sznureczkami. Złożyłam go w kwadrat i schowałam, bo bardziej przeszkadzał niż pomagał, i zupełnie o nim zapomniałam.

W piątek wyjechałam do rodziców. Łukasz zadzwonił z wiadomością, że Miłka wymiotowała. Potem jadła normalnie i normalnie się zachowywała. W sobotę zwymiotowała kolejny raz. W niedzielę wróciłam do domu. Miłka nic już nie zjadła i nie wypiła, chociaż wlewałam jej jedzenie łyżeczką do pyszczka.

W poniedziałek Miłka pojechała do weterynarza. Na szczęście trafiła do doktora Piaseckiego, który mimo napiętego planu dnia, zgodził się zrobić jej operację o 14.30.

USG jamy brzusznej wykonana rano wykazała, że w odźwierniku (tzn. między żołądkiem a dwunastnicą) znajduje się ciało obce.  Po podaniu lekarstwa cofnęło się to coś do żołądka, a stamtąd zostało wyłuskane.

Miłka dostała też wenflon na łapkę. Kiedy ją odbieraliśmy od weta była ledwie przytomna, nie miała siły podnieść łebka.

Dostała dwie saszetki z lekarstwami do picia. Pierwsze przez dwa dni po operacji – z minerałami i witaminami  , drugie od trzeciego dnia aż do wyczerpania – miało konsystencję (właściwie to ma, bo Miłka jeszcze tego nie zjadła do końca) śmietany i zapach rozpuszczalnego mleka dla dzieci.

Wenflon wczoraj ściągnęliśmy Milutce w domu, bo go sobie częściowo wygryzła. Nie było to łatwe, bo został obwiązany podwójną warstwą plastra i zabezpieczony dodatkowo watą, do tego Miłka kręciła się potwornie, bo zapewne bolało ją to okrutnie.

Ostatecznie udało się uwolnić łapkę od tej ciężkiej i niewygodnej buli bez przerwania żyły.

Dziś Miłka była na ostatnim zastrzyku. Teraz tylko czeka nas powolne wracanie do poprzedniej diety i kontrola w poniedziałek.

Tak się cieszę, że wszystko dobrze się skończyło!

Dostałam od doktora wycinek tego, co wyciągnęli Miłce z żołądka. Oczywiście był to kawałek niebieskiego dywanika. Chciałabym zapobiec takim wypadkom, ale fretki są nieobliczalne. Naprawdę nie mam pojęcia, co one jeszcze zechcą pogryźć.

Niedawno Tutka wygryzał w moim swetrze dziurę wielkości pięści. W NOWYM swetrze. Na szczęście wygryziona część trafiła do kuwety.

szew schowany do środka, cięcie posmarowane srebrem

sprawca nieszczęścia

drugi z preparatów

Ile to kosztowało? Dla mnie bardzo dużo, pieniądze musiałam pożyczyć, ale przecież ratuje się, jak można, prawda?

– pierwsza wizyta połączona z USG – bezpłatna

– USG – 50 zł

– wizyta przed operacją – 38,50 zł

– operacja – 412 zł

– wczorajsze zastrzyki – 27 zł

– dzisiejsze zastrzyki – 15 zł

Advertisements