Tagi

, ,

Frety żyją ze sobą bardziej niż zgodnie, Miłka momentami traktuje Tutkę jak swoje dziecko.  Bardzo mnie cieszy ich przyjaźń, bo Miłce ze stresu spowodowanego samotności zaczął już łysieć ogonek.

Właściwie niewiele jest teraz chwil, kiedy Miłka ma szanse pobyć sama. Nawet w kuwecie jest bacznie obserwowana przez małą i najczęściej jeszcze przez nią zaczepiana:) Jedyna szansa schronienia się przed Tutką to ucieczka do klatki, bo tam mała nie lubi przebywać.

Poprzedni tydzień spędziłam u rodziców. Fretki miały  przygotowaną piętrową klatkę, której nie będę musiała już przenosić za każdym razem. Pokój, który kiedyś był moim a teraz tylko od czasu do czasu sypiają w nim goście, został zamieniony na ogromny plac zabaw dla fretek. Na dno starej klatki Luny wsypałam piach z ogrodu a obok umieściłam miskę z wodą. Do dyspozycji miały też mniejszą klatkę – legowisko.

W moim domu pozostawienie fretek poza klatką w trakcie mojej nieobecności jest nie do pomyślenia. U rodziców cały pokój był do ich ciągłej dyspozycji. Zamykałam je tylko na noc, bo Tutka gryzła mnie po uszach a Miłka drapała po karku.

Nakręciłam im kilka filmików, ale na wszystkich bardzo się emocjonuję, a nie potrafię zlikwidować dźwięku. Umieszczam więc dwa z prawie pierwszej zabawy w piachu.

 

*wpis umieszczony głównie na prośbę Basi:)

Advertisements