Tagi

, , ,

Siódmego czerwca zdechła Cyna. Znalazłam ją martwą za tapczanem. Nie byłam gotowa, a tu już jej nie było. Rumo chorował, wiedziałam, że zdechnie. Cyna była okazem zdrowia.

Zadzwoniłam do osoby, z którą podpisywałam umowę o adopcję. Cyna została oddana do doktora Piaseckiego na sekcję zwłok. Do dziś się nie dowiedziałam, z jakiej przyczyny Cynka zdechła. Obiecywano mi odpowiedź, wyszło jak zwykle.

Miłka bardzo to przeżywała. Wreszcie postanowiłam zaadoptować kolejną fretkę, by Milutka miała towarzystwo i by było weselej.

Nie chciałam już mieć więcej do czynienia z ludźmi ze strony http://www.fretki… (najpierw Elvis vel Piksel, którego przywieziono mi zdychającego, potem nichęć w dowiezieniu Miłki i Cyny i ostateczne wystawienie mnie do wiatru, sekcja Cyny i na koniec besztanie mnie, że mówię”zdechła” zamiast „umarła”(sic!), a na koniec stawianie świeczek na wirtualnym grobie Cyny).

Postanowiłam kupić małą fretkę, którą wychowam sama, która będzie odpowiednio karmiona itd.

Znalazłam ogłoszenie na Allegro, dziś tam pojechałam. Trzy ośmiotygodniowe samiczki bawiły się radośnie. Wybrałam tę, która najbardziej mi się spodobała.

Miłka przyjęła małą przyjaźnie, od razu zabrała się za wylizywanie jej uszu:)

Teraz śpią w klatce, jeszcze osobno, ale mam nadzieję, że szybko to się zmieni. Rurka, bo tak mała dostała na imię, chodzi za Miłką krok w krok.

Miałam zamiar zrobić pełną dokumentację fotograficzna, ale z nadmiaru emocji zapomniałam naładować baterię.

Dla tej łezki w oku, która kręci mi się po Cynce, umieszczam jej zdjęcie z dnia przed wypadkiem.

Reklamy