Tagi

, ,

Wybraliśmy najkrótszą, ale najtrudniejszą trasę. Trafiliśmy na schody, ale nie zwykłe, tylko niesamowicie strome. Niektóre sięgały mi do kolan i trudno było  zadrzeć nogę, by postawić krok. Kręte, śliskie i niekończące się, przypominały schody do Mordoru, na które zaprowadził dzielnych hobbitów zwodniczy Gollum. Dochodziło nawet do wdrapywania się na czworaka.

Oczywiście szliśmy sami, nikt nie porwał się na tą karkołomną ścieżkę.

Za którymś kamiennym zakrętem znaleźliśmy coś, co z daleka wyglądało jak dziwna kapliczka. Było to pudełko po czekoladkach „Wawel”, które ktoś przymocował do drzewa, a w środku umieścił notatnik (do którego oczywiście się wpisaliśmy). Po zbadaniu mapy dowiedzieliśmy się, że ten szczyt to Zbójnickie Skały, doszliśmy do niego przez Olbrzymki.

Widoki były niesamowite, piękniejsze niż te ze szczytu Ślęży.

Zeszliśmy żółtym szlakiem, zahaczając o Wieżycę. Niewielki odcinek trzeba było przejść pod górkę, niewielką, ale byłam tak zmęczona, że musiałam w połowie odpocząć. Piękny las tam rósł, same dębowe drzewa, lekko skarłowaciałe, a pod nimi dosłownie kobierce z konwalii. Ręce mi się trzęsły z wysiłku, ale zdjęcie zrobiłam, choć niewyraźne.

Umieszczam mapkę naszej marszruty, zaznaczoną pomarańczowymi kropkami, niewidoczną jednak w tym rozmiarze; aby ją zobaczyć należy kliknąć na zdjęcie.

kliknij aby powiększyć

Reklamy