Tagi

, , , ,

W tym przypadku rzeczywiście tak było. Biurko znalezione na śmietniku, jeszcze „poniemieckie”, z pieczątką, uratowałam od niechybnej śmierci przynosząc do domu. Wyłamane ma żaluzje z przodu i brak mu półek, ale poza tym ma się całkiem dobrze.

Było czarne i odłaził lakier wraz z farbą z blatu, więc blat oskrobałam za pomocą szpachelki a całość pomalowałam na niebiesko. Żaluzji na pewno już nie uzupełnię, ale półki zapewne jeszcze dostanie.

Farbę położyłam trzy razy, a na blacie cztery. Stoi już tydzień w nowym kolorze, ale widzę, że zrobiłam błąd nie malując go lakierem. Za jakiś czas będę musiała pomalować blat jeszcze raz i pociągnąć kilkoma warstwami lakieru, bo już się poobtłukiwało troszkę.

W całym zamieszaniu oczywiście czynnie uczestniczył Rumo:) Tym razem uważałam z doborem farby. Ostatnio, przy papierze marmurkowym (czyli przy farbach olejnych i rozpuszczalniku) Rumo dosłownie został naćpany. Biedaczek, chodził jak zakręcony, uciekał ode mnie i zrobił się agresywny. Akryle są bezpieczne dla małych zwierząt i Rumo mógł się z bliska poprzyglądać malowaniu.