Tagi

, , , , , , ,

Jakiś czas temu postanowiłam zaadoptować kolejną fretkę. Miał to być samiec w wieku zbliżonym do Rumowego i wykastrowany.  Znalazłam taką fretkę na stronie z adopcją. Miał na imię Elvis, ale ja zmieniłam je na Piksel i tak na niego wołałam, mimo że w papierach ciągle miał podawane stare imię.

W niedzielę przyjechał ze mną do domu. Było bardzo późno zanim dotarliśmy do Wrocławia (mieliśmy przystanek u rodziców). Widziałam w Stryjnie, że mały jest bardzo zestresowany i tragicznie chudy. Cały czas spał na ręczniku poza transporterkiem zwinięty w kuleczkę. Zadzwoniłam do pani, która pracuje w towarzystwie zajmującym się opieką nad fretkami i która Pikselka miała pod swoją opieką w chwili, kiedy nie mógł znaleźć domu (a zmieniał go kilka razy). Poinformowałam ją o stanie Pikselka i zostałam zapewniona, że wynika on jedynie ze stresu, ale żebym poszła do weterynarza. Uznałam, ze wizyta w niedzielę jest niepotrzebna, skoro to tylko stres i postanowiłam pojechać z nim na kontrolę we wtorek (w poniedziałek było świętowięc lecznice pozamykane).

Przyjechaliśmy do domu, wypuściłam go z transporterka i wtedy zobaczyłam, jak chodzi. Dokładnie też go oglądnęłam i okazało się, że ma wielki ropień na prawym górnym policzku po wewnętrznej stronie.  Bardzo niechętnie jadł. Musiałam podawać mu jedzenie strzykawką. Nagrałam film z jego wędrówki po ubikacji. Był tam włączony elektryczny grzejnik i Piksel najwyraźniej starał się przy nim ogrzać. Wtedy jeszcze miałam nadzieję, że zacznie jeść i wszystko dobrze się skończy.

Niestety. Nie zaczął jeść. Następnego dnia zaczął wymiotować i dostał biegunki. Pojechaliśmy na ostry dyżur do Kliniki Weterynaryjnej Niedzielskich. Pani Justyna Niedzielska oglądnęła Pikselka i przerażona powiedziała, że on jest tak wychudzony, że ma zanik tkanki podskórnej, ma żołądek tak wielki, że wypełnia jedną drugą jamy brzusznej, stąd uczucie sytości u niego i nieprzyjmowanie jedzenia.  Zrobiła prześwietlenie i podała mnóstwo lekarstw, które miały postawić go na nogi.

Wróciliśmy do domu. Cały wieczór i kawałek nocy trzymałam go na rękach, bo nie było innego sposobu, żeby go ogrzać. Był strasznie wyziębiony.

W końcu położyłam się spać. Następnego dnia, czyli we wtorek, musiałam już jechać do pracy, ale poprosiłam Dobre Serce, żeby mi przypilnowało Pikselka. Przed ósmą zadzwoniłam, że trzeba by już  jechać do kliniki na kolejne badania i zastrzyki i dowiedziałam się, że już nie trzeba jechać, już nie ma z kim.

Piksel został zawieziony na sekcję zwłok. Lekarz, który ją przeprowadzał stwierdził, że przyczyną śmierci zwierzęcia była posocznica (sepsa), która wzięła się z infekcji bakteryjnej przewodu pokarmowego. Jak wyjaśnił, wynikło to ze złego karmienia i należało zacząć go leczyć około dwóch miesięcy temu. Z powodu zaniedbania doszło do rozwinięcia się choroby. Dodał, że gdyby Piksel nawet dzień prędzej, czyli w niedzielę, trafił do weterynarza i tak nic by to nie dało. Było po prostu za późno.

Apeluję więc do wszystkich posiadaczy fretek i nie-fretek: nie bagatelizujcie stanu zdrowia swoich pupili, chodźcie na kontrolne badania i nie twierdźcie, że wiecie, co dolega waszym podopiecznym.

Ostatnie zdjęcia Pikselka.

Zdjęcie jest niewyraźne, ale dla kogoś, kto choć troszkę zna się na fretkach będzie zauważalne, jak bardzo jest chudy.

Ropień (na lewo od kła), który dodatkowo utrudniał przyjmowanie pokarmów.

Po sekcji nie dostałam już Pikselka. Pojechał do spalenia.

I jeszcze jedno: miała to być zdrowa fretka, niewymagająca leczenia, możliwe że po przejściach (jak się wyraziła pani oddająca ją z adopcji), ale PO przejściach. Tymczasem stało się to, co się stało a koszt leczenia wyniósł prawie 400 zł. Pierwsze badania w poniedziałek – 180 zł. Sekcja zwłok – 100 zł. Spalenie – 80 zł. Ten koszt musiałam uregulować z własnej kieszeni.

Przykre to bardzo, że do tego wszystkiego, co wycierpiał Piksel i co naprzeżywali się wszyscy zaangażowani, dochodzi jeszcze nieprzyjemny sposób traktowania mnie przez panią, która fretkę mi oddała oraz…jak to nazwać, żeby być poprawnym językowo? oszustwo?

A to film, który nakręciłam Pikselkowi, kiedy jeszcze miałam nadzieję, że wszystko się dobrze skończy.  Film jest nakręcony w tym samym dniu, w którym odebraliśmy fretkę z Domu Tymczasowego.


Advertisements